Sypiając z wrogiem
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 06 2011 21:42:26
S Y P I A J Ą C Z W R O G I E M
(Czyli o zastosowaniu tępych żyletek)





Dedykuję Kruleffnie Ciri w podziękowaniu za H.P.




- Hmm...
Ciche, acz znaczące chrząknięcie wyrwało Harrego ze snu.
Snape.
O cholera, zasnąłem na eliksirach. Powoli docierało do niego jednak, że nie znajdował się w sali lekcyjnej, tylko w łóżku. Bynajmniej nie swoim własnym. Bynajmniej niezbyt odziany i bynajmniej nie sam.
- Mogę wiedzieć co pan tu robi, panie Potter?
Sarkastyczny głos Snape'a sprowadził go na ziemię.
- Ja...tu...znaczy się...
- Znaczy się na terenie Slytherinu.
- On tu śpi.
Białowłosy chłopak podniósł się z pościeli i bezczelnie uśmiechnął do profesora eliksirów.
- Poza tym lekcje się chyba jeszcze nie zaczęły - dodał wtulając się w ramię Harrego - więc...
- Minus 50 punktów dla Gryffindoru i tyle samo dla Slytherinu.
- Za co?!
- Dla niego za spędzanie nocy poza własnym domem, a dla ciebie za przyprowadzanie obcych bez pozwolenia. Żegnam panów.
Snape uśmiechnął się mściwie na odchodnym i zniknął bezszelestnie.
- Zajebiście - mruknął Harry macając wokół w poszukiwaniu okularów - Taka wpadka i to prawie pod koniec tej cholernej szkoły...Snape już do końca się ode mnie nie odchrzani...
- Wiesz co - chłodne dłonie nałożyły mu okulary na nos - Na twoim miejscu zacząłbym się raczej przejmować tym co zrobi ci mój ojciec jak Snape o wszystkim mu powie...


* * *

- Gdzie ty masz rozum Harry - Jęknął Ron wyciągając się wygodniej na posadzce łazienki Jęczącej Marty.
- To było oczywiście pytanie retoryczne - Zaznaczyła Hermiona kończąc malować paznokieć.
- Zamiast prawić mi morały, powiedzcie lepiej co mam zrobić. Nie chcę, żeby stary Malfoy mnie wykastrował!!!
- Znając jego afekt do twojej osoby zrobiłby to baaaaardzo tępą żyletką - Oświadczył Draco
stając w drzwiach.
Ron i Hermiona turlali się ze śmiechu, ale Harremu było coraz mniej wesoło.
- Idę ugłaskać Snape'a, a ty staraj się mu nie nawinąć przed oczy. Przy odrobinie szczęścia mój stary o niczym się nie dowie.
- Jakiś ty łaskawy Malfoy. - Prychnął Ron.
- Po prostu praktyczny. - Draco wzruszył ramionami. - Gdyby coś mu się stało, to z kim bym sypiał.
Z tobą Weasley?


* * *

- Panie profesorze.
Snape podniósł wzrok znad czytanej właśnie księgi. To co ujrzał sprawiło, że jego ciśnienie gwałtownie wzrosło. Draco Malfoy pochylał się nad nim opierając kolano o poręcz jego fotela. Kosmyki rozpuszczonych, białych włosów muskały twarz Snape'a. Czarny strój idealnie wprost podkreślał smukłą, zgrabną sylwetkę.
- Panie profesorze. - Głos chłopaka wyrwał go z marzeń - Mam do pana prośbę.
Draco pochylił się jeszcze niżej, tak że ich twarze niemal się stykały. Starszy mag czuł, że jeszcze chwila i przestanie nad sobą panować.
"Pełny sukces" Malfoy uśmiechnął się do siebie w duchu. "Stan przedzawałowy".
- Słucham. - Snape z trudem się uspokoił.
- Czy mógłby pan nic nie mówić mojemu ojcu o...tym co się stało. Wie pan, jaki on jest...
"Tu cię mam." - Pomyślał Snape. Głośno zaś powiedział:
- Nie wiem, czy powinienem...
Draco uśmiechnął się słodko. Wiedział, że wygrał.
- ...ale zgadzam się. Mam nadzieję, że potrafisz okazać wdzięczność.
- Oczywiście i mam zamiar okazać ją panu dziś w nocy...
Po odejściu chłopaka Snape wyciągnął się w fotelu.
Nie lubił Pottera. Po tym co zobaczył dziś rano nie lubił go jeszcze bardziej, ale opłacało się.
Mógłby właściwie...nie, nie był aż taką żmiją żeby nie dotrzymywać obietnic.
Problem polegał na tym...


* * *

- Harry Potter.
Chłopak zamarł. Spotkania w ciemnych korytarzach miały to do siebie, że nigdy nie należały do najprzyjemniejszych. A to spotkanie na pewno nie będzie przyjemne. To nie był Snape, to nie był Filch
to nie był nawet Dementor z Azkabanu to był...
- P..pan Malfoy...
- Chyba powinniśmy porozmawiać.
- Eeeee....ja się właśnie śpieszę...
Zanim jednak zdołał wziąć nogi za pas dłonie Malfoya zacisnęły się na jego ramionach. Przez wyobraźnię chłopaka przebiegły wizje tępych żyletek i temu podobnych uroczych akcesoriów.
- Ja...ja przepraszam.. .ja już nigdy więcej...
- Oczywiście, że ty "już nigdy więcej", a zwłaszcza z moim synem... ale takie deklaracje nie uratują twojej skórki...
Chłodne usta musnęły szyję chłopaka.
- Przyjdź do mnie dziś wieczorem to może uda ci się mnie przekonać, żebym nie użył żadnej z rzeczy, o których myślisz...


* * *

- Ale numer !!! - Ron o mało nie udławił się jabłkiem. - Naprawdę chcesz to zrobić!?
Harry milczał.
- Jak ty możesz jeść w kiblu. - Westchnęła Hermiona. - Poza tym on NIE CHCE, ale MUSI. Inaczej Malfoy...
- Daruj sobie - Warknął Potter.
- Nie pękaj Harry. - Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo - Jeszcze nie wszystko stracone.
W tym momencie do ich kryjówki wpadł Draco i chwyciwszy Harrego za rękę, pociągnął go w stronę drzwi.
- Chodź, muszę ci coś pokazać. Hermiona nauczyła mnie interesującej rzeczy...
Po chwili już ich nie było. Ron spojrzał na przyjaciółkę z wyrzutem.
- Czy oni muszą nawet w takiej chwili...
- Co i kiedy muszą to jest ich sprawa... - Dziewczyna rzuciła mu piorunujące spojrzenie znad ostatniego numeru "Czarownicy" - ...ale jeśli myślisz, że to ja uczę go TAKICH rzeczy to grubo się mylisz, Rolandzie Weasley!!!
- Ronaldzie.
- Hmm?
- Mam na imię Ronald,a nie Roland.
- Sorry, zawsze mi się chrzani.


* * *

Lucjusz Malfoy przechadzał się po swoim gabinecie zamyślony. Czekał. Nie zdążył się jednak zniecierpliwić, gdy w drzwiach ukazała się znajoma sylwetka.
- Wreszcie. - Mruknął. - Podejdź tu.
Chłopiec posłusznie wykonał polecenie. Mag uśmiechnął się drapieżnie, spoglądając na swoją zdobycz.
Długie, skromnie spuszczone rzęsy ocieniały lekko zarumienione, szczupłe policzki. Cieniutka szata zsuwała się z ramienia...
- Draco ma dobry gust - Rzekł Malfoy, po czym popchnął Harrego na łóżko...
Tymczasem profesor Snape bezszelestnie zbliżył się do posłania Draco. Chłopak leżał spoglądając na mężczyznę bezczelnymi, zielonymi oczyma. Długie białe włosy spływały z poduszki na ziemię. Smukłe ciało przeciągnęło się rozkosznie.
- Zaczynamy? - Młody Malfoy mrugnął sprawiając, że Snape poważnie zaczął zastanawiając się nad mugolskim wynalazkiem znanym jako rozrusznik serca.
Po chwili jego twarz zatonęła w mlecznobiałych kosmykach...


* * *

- Hmm...
Ciche, acz znaczące chrząknięcie wyrwało Snape'a ze snu.
Potter.
O cholera, zasnąłem na eliksirach. Powoli docierało do niego jednak, że nie znajdował się w sali lekcyjnej, ale w łóżku. Bynajmniej nie swoim własnym, bynajmniej niezbyt odziany. Bynajmniej nie sam.
- Cześć tato!
Draco Malfoy uśmiechnął się do kompletnie zdezorientowanego ojca, który właśnie zachodził w głowę
co robi w łóżku z Severusem Snapem.
- Widzę, że świetnie się bawicie i nie chcę wam przeszkadzać - Szukający Slytherinu był bezlitosny - No ale skoro sprawy tak wyglądają to jestem pewien, że nie będziesz miał nic przeciwko mojemu związkowi z Harrym.
Białowłosy objął młodego czarodzieja, posyłając profesorowi eliksirów spojrzenie z gatunku "chciałbyś".
- No to my już będziemy lecieć - Dorzucił z uroczym uśmiechem i wyciągnął Harrego z pokoju.
- Mistrzostwo.
- Ja wszystko robię po mistrzowsku.
- Doprawdy...mmmmmmmm...może masz rację...mmmmmmmmm....dasz mi coś powiedzieć?!
- Mów, byle szybko.
Harry westchnął, w końcu za to go lubił...
- Wiesz jak wyglądał wzrok twojego ojca, kiedy wychodziliśmy...
- .......???
- Jak wiadro żyletek.
- Tępych?
- Co?...mmmmmmmmmm... taak, nawet bardzo.


* * *

- Jak im to się udało?!?!
Ubrany już Lucjusz Malfoy nerwowo przechadzał się po komnacie. Świadomość, że zamiast ze słodkim szesnastolatkiem przespał się z... ehem... niemłodym już magiem, bynajmniej nie poprawiała mu nastroju.
- Zwykły miraż. Fatamorgana. Wykorzystali nasze... hmm... zainteresowania...cholernie przebiegłe bestyjki.
- Severusie?
- Taak?
Widząc spojrzenie Malfoya Snape odruchowo pomyślał o tępych, zardzewiałych żyletkach. O całym wiadrze tychże.
- Severusie, co oni ci pokazali?
- Eeeee....




* * *




by Yaoi - chan
marzec 2003