Kocia miłość 1
Dodane przez Aquarius dnia Pa¼dziernika 22 2011 20:33:39
Mój pan mnie uratowaÅ‚. Kocham mojego pana. Ponad wszystko. Nie obchodzÄ… mnie inni, dla mnie istnieje tylko mój pan. Mój pan jest caÅ‚Ä… mojÄ… rodzinÄ…. Ojca nie znam, pewnie matka puÅ›ciÅ‚a siÄ™ z pierwszym lepszym włóczÄ™gÄ…. Matki nie pamiÄ™tam. Już nie pamiÄ™tam. Zabrano mnie od niej bardzo wczeÅ›nie, jak tylko nauczyÅ‚em siÄ™ samodzielnie jeść. Na poczÄ…tku bardzo za niÄ… tÄ™skniÅ‚em, potem przyzwyczaiÅ‚em siÄ™. ZresztÄ… nie miaÅ‚em czasu o niej myÅ›leć, bo byÅ‚em zajÄ™ty tym, żeby przetrwać nastÄ™pny dzieÅ„ bez wiÄ™kszego uszczerbku na zdrowiu. A niestety byÅ‚o to strasznie trudne i wyczerpujÄ…ce. Moi wÅ‚aÅ›ciciele mieli mÅ‚ode, wyjÄ…tkowo ruchliwe i trudne do okieÅ‚znania, które lubiÅ‚o siÄ™ nade mnÄ… znÄ™cać. Ale tylko wtedy gdy nikt nie widziaÅ‚. Co ja wtedy przeżyÅ‚em! Ubierano mnie w różne dziwne rzeczy, uczono pÅ‚ywać, chociaż nie cierpiÄ™ wody, wkÅ‚adano do różnych dziwnych pomieszczeÅ„, i wiele innych rzeczy. A ja tylko chciaÅ‚em sobie spokojnie żyć, spać i jeść. LubiÄ™ spać, zwÅ‚aszcza na parapecie. Tam zawsze byÅ‚o najcieplej. Niestety rzadko kiedy mogÅ‚em sobie spokojnie pospać, wiecznie musiaÅ‚em uciekać przed tym ludzkim szczeniÄ™ciem. Przez to musiaÅ‚em zawsze spać w najdziwniejszych miejscach. W koÅ„cu wszystko siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o. Ludzkie szczeniÄ™ znudziÅ‚o siÄ™ mnÄ…. No i dobrze. MusiaÅ‚em siÄ™ przeprowadzić. Na szczęście nie miaÅ‚em zbyt dużo rzeczy, wiÄ™c szybko to poszÅ‚o. Na poczÄ…tku trochÄ™ siÄ™ przestraszyÅ‚em, że ludzkie szczeniÄ™ znowu chce mi coÅ› zrobić, wiÄ™c opieraÅ‚em siÄ™ wszystkimi możliwymi sposobami: chowaÅ‚em siÄ™ w moich ulubionych kryjówkach, drapaÅ‚em i gryzÅ‚em w koÅ‚o. Niestety nic to nie pomogÅ‚o. ZÅ‚apali mnie i wsadzili do dziwnego pojemnika z kratami. Razem ze mnÄ… wszystkie moje rzeczy: trzy miseczki, kocyk do spania i ulubionÄ… piÅ‚eczkÄ™. Nie byÅ‚o tego wiele. Niestety nie mogÅ‚em siÄ™ uwolnić, wiÄ™c bezsilnie patrzyÅ‚em jak zabierajÄ… mnie i wsadzajÄ… do czegoÅ› co ludzie nazywajÄ… samochód. Nie wiem jak dÅ‚ugo to trwaÅ‚o, ale przez caÅ‚y czas wszystko siÄ™ trzÄ™sÅ‚o. Kiedy w koÅ„cu siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o, byÅ‚em tak skoÅ‚owany, że nie wiedziaÅ‚em co siÄ™ wokół mnie dzieje. Kiedy już jako tako doszedÅ‚em do siebie mogÅ‚em siÄ™ zorientować, że mam nowego wÅ‚aÅ›ciciela. Szczerze mówiÄ…c nie podobaÅ‚ mi siÄ™ on wcale. WÅ‚aÅ›ciwie to ona. Stara, dziwnie pachnÄ…ca kobieta. Najgorsze byÅ‚o to, że lubiÅ‚a mnie przytulać i caÅ‚ować. Fuj! Ohydztwo. UciekaÅ‚em i chowaÅ‚em siÄ™ za każdym razem jak tylko jÄ… zobaczyÅ‚em, ale niestety nie zawsze mi siÄ™ udawaÅ‚o. No bo przecież musiaÅ‚em też coÅ› jeść. Jedzenie… to byÅ‚ chyba jedyny plus mojego nowego wÅ‚aÅ›ciciela. MuszÄ™ przyznać, że nie żaÅ‚owaÅ‚a mi różnych smakoÅ‚yków. Chyba tylko dziÄ™ki temu to wszystko wytrzymywaÅ‚em. A, i jeszcze to idiotyczne imiÄ™: Mizia. Przecież, do cholery, ja jestem samcem! Samcem! Czy ona tego nie widzi? Niestety dni beztroski skoÅ„czyÅ‚y siÄ™ kiedy pojawiÅ‚ siÄ™ Czarny. MiaÅ‚ już swoje lata i niejedno widziaÅ‚. OkazaÅ‚o siÄ™, ze jego wÅ‚aÅ›ciciele pozbyli siÄ™ go bo zaatakowaÅ‚ ich szczeniÄ™. W ten sposób znalazÅ‚ siÄ™ u mojego wÅ‚aÅ›ciciela i od razu zaczÄ…Å‚ rzÄ…dzić. Niestety nie miaÅ‚em nic do gadania, byÅ‚em zbyt mÅ‚ody. MusiaÅ‚em siÄ™ podporzÄ…dkować. CenÄ… spokoju byÅ‚o codzienne parzenie siÄ™ z Czarnym. Moja wÅ‚aÅ›cicielka myÅ›laÅ‚a, że jestem samicÄ…, wiÄ™c jej to nie przeszkadzaÅ‚o, a mnie niestety tak. Na poczÄ…tku nawet nie wiedziaÅ‚em co oznacza sÅ‚owo „parzyć siÄ™”, dopóki Czarny mi tego nie objaÅ›niÅ‚. Bardzo obrazowo. Niestety nie spodobaÅ‚o mi siÄ™ to, jednak nie miaÅ‚em wyboru. Kiedy próbowaÅ‚em uciekać przed nim, albo chować siÄ™, zawsze mnie znalazÅ‚ i …. Sami wiecie co byÅ‚o dalej. W takim wypadku niestety bolaÅ‚o najbardziej. Po jakimÅ› czasie doÅ‚Ä…czyÅ‚a do nas Gienia i Kasia. Potem jeszcze Julek i Wincenty. Niestety, mimo iż byÅ‚y samice Czarny dalej chciaÅ‚ siÄ™ parzyć tylko ze mnÄ…. PróbowaÅ‚em z nim na ten temat rozmawiać, ale za każdym razem dostawaÅ‚em Å‚apÄ… po nosie i na tym siÄ™ koÅ„czyÅ‚o. Dni mijaÅ‚y nam w miarÄ™ spokojnie. Niestety do czasu. Z każdym dniem byÅ‚o nas coraz wiÄ™cej. Nie wiem, skÄ…d oni wszyscy siÄ™ brali, ale zazwyczaj byÅ‚o tak, że jak budziÅ‚em siÄ™ nad ranem to okazywaÅ‚o siÄ™ iż mamy nowego kolegÄ™. Albo koleżankÄ™. Do tego dochodziÅ‚y jeszcze mÅ‚ode. Bo niestety moi współlokatorzy zabawiali siÄ™ na caÅ‚ego, bez żadnego skrÄ™powania. Każdy z każdym i kiedy tylko mogli. Wtedy nie próbowaÅ‚em już zapamiÄ™tywać wszystkich imion, bo to nie miaÅ‚o najmniejszego sensu. W pewnym momencie zrobiÅ‚o siÄ™ cholernie ciasno i zaczęły siÄ™ walki o jedzenie. Wtedy doceniÅ‚em Czarnego, bo mimo iż parzyÅ‚ siÄ™ ze mnÄ… wbrew mojej woli, to jednak dbaÅ‚ o mnie. Mimo swojego wieku byÅ‚ dość silny i wygrywaÅ‚ wszystkie walki o jedzenie. A jak już wygraÅ‚ to pilnowaÅ‚, żebym najpierw ja siÄ™ najadÅ‚, później on, a na samym koÅ„cu reszta. Niestety to też siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o. WiedziaÅ‚em, że ten dzieÅ„ przyjdzie, prÄ™dzej czy później, lecz odsuwaÅ‚em tÄ… Å›wiadomość od siebie. I w koÅ„cu wyszÅ‚o na to, że byÅ‚o za późno na cokolwiek. Czarny po raz pierwszy przegraÅ‚. PrzegraÅ‚ nie tylko walkÄ™, ale także swoje życie. Jeden z mÅ‚odych okazaÅ‚ siÄ™ wyjÄ…tkowo silny. SpiknÄ…Å‚ siÄ™ jeszcze z kilkoma innymi i wspólnie napadli na Czarnego. Jaki byÅ‚ wynik walki, można siÄ™ domyÅ›leć. Od tamtego czasu musiaÅ‚em radzić sobie sam, ale ponieważ nie byÅ‚em do tego nigdy zmuszony, wiÄ™c nie potrafiÅ‚em tego. CoÅ› tam próbowaÅ‚em, co mi podpowiadaÅ‚ instynkt samozachowawczy, ale okazaÅ‚o siÄ™ iż to nie wystarczy. No i skoÅ„czyÅ‚o siÄ™ na tym, że jako najsÅ‚abszy ze wszystkich obrywaÅ‚em najczęściej i nigdy nie udaÅ‚o mi siÄ™ zdobyć jedzenia. No, może czasami udawaÅ‚o mi siÄ™ jakoÅ› oszukać żoÅ‚Ä…dek. Moja wÅ‚aÅ›cicielka znosiÅ‚a do domu różne dziwne rzeczy. Nigdy nie widziaÅ‚em żeby ich używaÅ‚a. Po prostu przynosiÅ‚a, kÅ‚adÅ‚a gdzie popadÅ‚o i marudziÅ‚a, że kiedyÅ› siÄ™ na pewno przyda. Jedyny plus tych rzeczy byÅ‚ taki, że miaÅ‚em siÄ™ gdzie schować, jak mnie jakiÅ› kocur próbowaÅ‚ sprać, a czasami zdarzaÅ‚o mi siÄ™ znaleźć jakÄ…Å› puszeczkÄ™ po ludzkim jedzeniu, którÄ… mogÅ‚em wylizać. Chociaż nie zawsze mi siÄ™ udawaÅ‚o. Czasami ktoÅ› mnie ubiegaÅ‚. WiÄ™c przeważnie chodziÅ‚em gÅ‚odny, wiecznie pobity przez innych i coraz sÅ‚abszy. MyÅ›laÅ‚em, że skoÅ„czÄ™ życie zanim siÄ™ jeszcze naprawdÄ™ zaczęło. Jednak okazaÅ‚o siÄ™, że chyba nie jest mi pisana Å›mierć. KtóregoÅ› dnia, kiedy wylizywaÅ‚em rany po kolejnej przegranej walce, zauważyÅ‚em jednym okiem, bo drugie miaÅ‚em tak opuchniÄ™te, że nie mogÅ‚em go nawet otworzyć, że moja wÅ‚aÅ›cicielka nie zamknęła okna. Już wczeÅ›niej zauważyÅ‚em, że okno jest zepsute i żeby je zamknąć trzeba użyć siÅ‚y. Zazwyczaj wÅ‚aÅ›cicielka zamykaÅ‚a wszystkie okna, ale tym razem chyba zapomniaÅ‚a. WiedziaÅ‚em, że teraz jest moja szansa i że drugi raz pewnie jej nie dostanÄ™. WiÄ™c podniosÅ‚em siÄ™ i przezwyciężajÄ…c ból powlokÅ‚em siÄ™ do okna. WejÅ›cie na parapet nie sprawiÅ‚o mi wiÄ™kszego problemu. Rzeczy znoszonych przez mojÄ… wÅ‚aÅ›cicielkÄ™ byÅ‚o tyle, że nie musiaÅ‚em wcale skakać, tylko spokojnie po nich iść. Kiedy doszedÅ‚em do okna musiaÅ‚em użyć caÅ‚ej swojej siÅ‚y jaka mi jeszcze zostaÅ‚a. Już nawet myÅ›laÅ‚em, że nic z tego, ale w koÅ„cu udaÅ‚o mi siÄ™ uchylić okno na tyle, żeby siÄ™ przecisnąć. ByÅ‚em dość chudy, wiÄ™c i szparka nie musiaÅ‚a być duża. WyszedÅ‚em na zewnÄ…trz i zeskoczyÅ‚em. No i siÄ™ przestraszyÅ‚em. Nie, nie byÅ‚o wysoko, ale po raz pierwszy byÅ‚em na dworze. Do tej pory tylko oglÄ…daÅ‚em go przez okno, no i sÅ‚uchaÅ‚em opowieÅ›ci o nim od innych, bardziej doÅ›wiadczonych kotów. A teraz sam miaÅ‚em go poznać. Nagle otoczyÅ‚o mnie tyle dźwiÄ™ków i zapachów, że byÅ‚em totalnie skoÅ‚owany. Nie wiedziaÅ‚em co robić. RuszyÅ‚em przed siebie, żeby jak najszybciej uciec z tego miejsca, żeby moja wÅ‚aÅ›cicielka przypadkiem mnie nie zÅ‚apaÅ‚a. SzedÅ‚em przed siebie i staraÅ‚em siÄ™ nauczyć wszystkiego w koÅ‚o, ale tyle tego byÅ‚o, że wszystko mi siÄ™ mieszaÅ‚o, no i zaczęła mnie boleć gÅ‚owa. Na dodatek w pewnym momencie natknÄ…Å‚em siÄ™ na psa. Do tej pory tylko o nich sÅ‚yszaÅ‚em. WiedziaÅ‚em, że nienawidzÄ… nas i kiedy tylko mogÄ… to zabijajÄ… nas. Niestety nigdy żadnego nie widziaÅ‚em, wiÄ™c teraz gdy spotkaÅ‚em jednego, nawet nie przeczuwaÅ‚em, ze zbliżajÄ… siÄ™ kÅ‚opoty. ZrozumiaÅ‚em to dopiero wtedy, gdy rozwaliÅ‚ mi bok swoimi ostrymi kÅ‚ami. MyÅ›laÅ‚em, że zginÄ™ wtedy, ale jakimÅ› cudem udaÅ‚o mi siÄ™ uwolnić i uciec. A że w uciekaniu byÅ‚em dość dobry, wiÄ™c, mimo ran, udaÅ‚o mi siÄ™ go szybko zgubić. I to byÅ‚o praktycznie wszystko co mogÅ‚em zrobić. W pewnym momencie upadÅ‚em i nie miaÅ‚em już siÅ‚y podnieść siÄ™. PodczoÅ‚gaÅ‚em siÄ™ tylko pod jakiÅ› krzak. MyÅ›laÅ‚em, że odpocznÄ™ trochÄ™ i bÄ™dÄ™ mógÅ‚ ruszyć dalej. Niestety przeliczyÅ‚em siÄ™. Nie mogÅ‚em ruszyć żadnÄ… z Å‚apek. Resztki instynktu mówiÅ‚y mnie, że powinienem poprosić ludzi o pomoc. LeżaÅ‚em wiÄ™c i woÅ‚aÅ‚em: „pomóżcie mi. Jestem tutaj!”, ale nikt mnie nie sÅ‚yszaÅ‚. WidziaÅ‚em ludzi jak przechodzili obok mnie, ale nikt z nich nie zwracaÅ‚ na mnie uwagi. Wtedy, po raz kolejny myÅ›laÅ‚em, że umrÄ™. Już nawet siÄ™ z tym pogodziÅ‚em. No i wtedy znalazÅ‚ mnie mój pan. MyÅ›laÅ‚em, że jak każdy czÅ‚owiek przejdzie obojÄ™tnie obok mnie, ale on przystanÄ…Å‚ i zajrzaÅ‚ do mojej kryjówki.
- Biedaku, kto ciÄ™ tak urzÄ…dziÅ‚? – ZapytaÅ‚ i pogÅ‚askaÅ‚ mnie po gÅ‚owie. MiaÅ‚knÄ…Å‚em cicho, bo wszystko mnie bolaÅ‚o.
Wtedy on zdjął koszulkę, położył ją na ziemi i ostrożnie przeniósł mnie na nią. Przez cały czas miałczałem, bo chociaż starł się być delikatny, to jednak wszystko mnie bolało.
- Nie bój siÄ™, wszystko bÄ™dzie dobrze – mówiÅ‚ cicho. MiaÅ‚ taki spokojny gÅ‚os i bardzo miÅ‚y.
Wszystko co było później pamiętam jak przez mgłę. Zaniósł mnie do jakiegoś dziwnego miejsca, gdzie położono mnie na strasznie wielkim stole i jakiś inny człowiek zaczął się nade mną znęcać. Wszystko mnie strasznie bolało, a ten wstrętny człowiek sprawiał, że bolało jeszcze bardziej. W pewnym momencie straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem zobaczyłem, a właściwie poczułem, że leżę w jakimś nieznanym miejscu. Ostrożnie otworzyłem zdrowe oko i rozejrzałem się w koło. Byłem w jakimś ludzkim mieszkaniu. Przeraziłem się, że znowu trafiłem do jakiegoś miejsca gdzie będą się nade mną znęcać, albo będę musiał walczyć o jedzenie. Chciałem uciec, ale nie mogłem. Wszystkie kończyny odmawiały mi posłuszeństwa. Dopiero wtedy zobaczyłem, że jestem związany jakimś dziwnym białym materiałem. Chciałem go zerwać, ale nie miałem siły, więc tylko opadłem i zacząłem cicho miałczeć. Nagle usłyszałem głos jakiegoś człowieka.
- Już siÄ™ obudziÅ‚eÅ›? JesteÅ› gÅ‚odny? A może chcesz pić? – i poczuÅ‚em na gÅ‚owie ludzkÄ… rÄ™kÄ™. W pierwszej chwili chciaÅ‚em uciec, ale szybko zrozumiaÅ‚em, że skÄ…dÅ› znam tÄ… rÄ™kÄ™, jej zapach i ten miÅ‚y dotyk. Przez chwilÄ™ myÅ›laÅ‚em, aż w koÅ„cu sobie przypomniaÅ‚em: to byÅ‚ ten czÅ‚owiek, który mnie znalazÅ‚! RozejrzaÅ‚em siÄ™ dokÅ‚adnie w koÅ‚o i dopiero wtedy zauważyÅ‚em, że leżę na jakimÅ› miÄ™ciutkim kocyku, a niedaleko mnie stojÄ… miseczki z wodÄ… i jedzeniem. ChciaÅ‚em siÄ™ podnieść i rzucić na jedzenie, ale nie mogÅ‚em. Nie miaÅ‚em siÅ‚y. WidzÄ…c to czÅ‚owiek wziÄ…Å‚ trochÄ™ jedzenia na rÄ™kÄ™ i podsunÄ…Å‚ mi pod pyszczek. ZaczÄ…Å‚em jeść najszybciej, jak tylko mogÅ‚em. BaÅ‚em siÄ™, że nagle podbiegnie jakiÅ› inny kot i wszystko mi zje. Kiedy wszystko zjadÅ‚em czÅ‚owiek wziÄ…Å‚ nastÄ™pnÄ… porcjÄ™ jedzenia i znowu podsunÄ…Å‚ mi pod pyszczek. I tak jeszcze kilka razy, aż w koÅ„cu poczuÅ‚em, że mam peÅ‚ny brzuszek. ByÅ‚em tym zszokowany. Po raz pierwszy nie musiaÅ‚em siÄ™ bić z innymi o jedzenie. To byÅ‚o takie niespodziewane. Z wrażenia aż zasnÄ…Å‚em. Kiedy siÄ™ obudziÅ‚em byÅ‚o ciemno i cicho. W dalszym ciÄ…gu nie mogÅ‚em siÄ™ ruszać, ale, co dziwne, wszystko jakby mniej mnie bolaÅ‚o. Zaciekawiony zaczÄ…Å‚em badać dolatujÄ…ce do mnie zapachy. Pierwszym co poczuÅ‚em byÅ‚o jedzenie. MusiaÅ‚o być gdzieÅ› blisko, bo jego zapach byÅ‚ intensywny jak żaden inny. ZaczÄ…Å‚em wiÄ™c powoli czoÅ‚gać siÄ™ w stronÄ™ z której on dochodziÅ‚, aż w koÅ„cu udaÅ‚o mi siÄ™ do niego dotrzeć. I nie mogÅ‚em uwierzyć: staÅ‚a przede mnÄ… miseczka peÅ‚na jedzenia i żaden inny kot nie rzucaÅ‚ siÄ™ na nie by je zjeść. Przez moment myÅ›laÅ‚em, że mam przywidzenia, ale nie. Jedzenie byÅ‚o jak najbardziej realne. A obok niego woda. MiaÅ‚em wrażenie, że dostaÅ‚em siÄ™ do nieba. ZaczÄ…Å‚em jeść, potem napiÅ‚em siÄ™ trochÄ™ wody. ByÅ‚em tak szczęśliwy i peÅ‚ny, że nawet nie miaÅ‚em siÅ‚y siÄ™ ruszyć. ZamknÄ…Å‚em wiÄ™c oczy i obejmujÄ…c miseczkÄ™ Å‚apkami zasnÄ…Å‚em. ByÅ‚em szczęśliwy, miaÅ‚em tylko dla siebie tak dużo jedzenia.
Przez kolejne dni powoli dochodziłem do zdrowia. Okazało się, że ten dziwny biały materiał to bandaż i że ma mi pomóc szybciej dojść do zdrowia, dlatego nie powinienem go zrywać. Mój pan mi to wytłumaczył. Więc nie ruszałem go, chociaż strasznie mnie denerwował. Przez niego nie mogłem się umyć. No, ale skoro mój pan tak mówił, to nie miałem innego wyjścia jak tylko mu uwierzyć. Zresztą powiedział, że zdejmie bandaż jak tylko moje rany się zagoją. Więc cierpliwie czekałem. Parę razy mój pan wsadzał mnie do pojemnika i wychodziliśmy z domu. Na początku walczyłem i nie dawałem się wkładać. Bałem się, że znowu mnie oddadzą gdzieś, gdzie będę musiał walczyć o jedzenie, a ja tego nie chciałem. Niestety za każdym razem przegrywałem. Byłem zbyt słaby. Na szczęście okazywało się, że pan nie zamierza mnie nigdzie oddawać. On tylko zanosił mnie do takiego dziwnego miejsca, którego strasznie nie lubiłem. Miałem wrażenie, że już tu kiedyś byłem, ale nie mogłem sobie przypomnieć dokładnie. W tym dziwnym miejscu kładziono mnie na taki strasznie duży i strasznie wysoki stół i inny, bardzo niemiły, człowiek zdejmował bandaż, oglądał mnie, coś tam robił przy moich ranach i z powrotem zakładał ten bandaż. No a potem wracaliśmy do domu mojego pana, na mój mięciutki kocyk i do miseczki pełnej jedzenia.
Kiedy tylko poczułem się lepiej, postanowiłem obejrzeć sobie to miejsce. Chociaż jeszcze miałem problemy z chodzeniem i wszystko bolało przy poruszaniu się, ale moja ciekawość była tak silna, że nie mogłem się powstrzymać. Chodziłem więc ostrożnie i obwąchiwałem. Było tego strasznie dużo. Część zapachów była podobna do tych, które poznałem wcześniej, a część zupełnie nowa. Chodziłem więc i poznawałem je wszystkie. Niektóre z nich były całkiem przyjemne, jak na przykład ubrania mojego pana. Lubiłem się na nich kłaść i czuć zapach mojego pana. Chociaż za każdym razem pan mnie z nich ściągał, stawiał na podłodze i mówił z wyrzutem:
- Kamil, nie wolno.
Zapomniałem wam powiedzieć, że pan nadał mi imię Kamil. Na szczęście zauważył, że jestem samcem i nie dał mi jakiegoś idiotycznego, babskiego imienia jak moja poprzednia właścicielka. I na szczęście nie ubierał mnie w jakieś dziwne ubrania i nie znęcał się nade mną tak jak to ludzkie szczenię. Czasami tylko na mnie krzyczał, jak coś przeskrobałem. Tupał wtedy nogą i robił złą minę. Ja uciekałem, ale wystarczyło chwilę poczekać i mój pan już się na mnie nie złościł. Brał mnie wtedy na ręce i głaskał. Och, jak ja to lubię, te jego ciepłe i miłe w dotyku ręce i ten jego cudowny zapach. Za każdym razem jak mnie tak głaszcze jestem wniebowzięty. On chyba też to lubi, bo widzę jak się wtedy uśmiecha. Kiedyś byłem taki szczęśliwy, że nawet polizałem mojego pana po twarzy. Wtedy po raz pierwszy widziałem jak się śmieje. Chyba mu się to podobało skoro się śmiał, nie? Od tamtego czasu za każdym razem, jak chciałem poprawić humor mojemu panu to lizałem go po twarzy. Wprawdzie nie zawsze osiągało to efekt, jaki chciałem, ale zazwyczaj pomagało.
Wracając do tego, co mi wolno, a co nie, to okazało się, że jest jeszcze parę rzeczy, których nie mogę robić. Przede wszystkim wchodzenie na stół. Jak tam wszedłem, to po raz pierwszy mój pan mnie uderzył. Nie, nie zrobił mi krzywdy, ale cholernie się przestraszyłem. No bo wyobraźcie sobie: siedzicie sobie i wcinacie smaczne mięsko, a tu nagle w waszym kierunku leci coś dziwnego i wali was w głowę, tyłek, albo jakąś inną część ciała. Później dowiedziałem się, że to coś nazywa się ścierka, a mój pan jeszcze kilka razy jej używał, gdy był ze mnie niezadowolony. Starałem się więc nie robić nic takiego co powodowałoby spotkanie ze ścierką, chociaż nie zawsze mi się udawało. Czasami to było silniejsze ode mnie. Też byście nie wytrzymali gdyby pachniało wam takie smakowite mięsko i aż prosiło się o schrupanie. Mój pan po pewnym czasie też to chyba zrozumiał, bo od czasu do czasu dawał mi takie świeżutkie mięsko zamiast tego z puszek.
Druga rzecz, której nie wolno mi byÅ‚o robić to znaczenie terenu, chociaż nie wiecie jak cholernie trudne byÅ‚o powstrzymanie siÄ™ od tego. Ale nie miaÅ‚em wyboru. Pan postawiÅ‚ mi ultimatum: albo bÄ™dÄ™ grzeczny, albo mnie wykastruje. A tego nie chciaÅ‚em. Czarny mi kiedyÅ› dokÅ‚adnie wytÅ‚umaczyÅ‚ co to znaczy „wykastrować” i siÄ™ przestraszyÅ‚em. Nie chciaÅ‚bym stracić swojego kochanego siusiaczka. PowstrzymywaÅ‚em siÄ™ wiÄ™c jak tylko mogÅ‚em, a kiedy już mnie przyciskaÅ‚o, to znaczyÅ‚em kuwetkÄ™. To byÅ‚a jedyna rzecz, którÄ… mogÅ‚em bezkarnie obsikiwać. ByÅ‚a niewielka, ale mnie w zupeÅ‚noÅ›ci wystarczaÅ‚a. Codziennie miaÅ‚em w niej Å›wieży żwirek i codziennie Å›mierdziaÅ‚a dziwnymi zapachami. ZauważyÅ‚em, że to byÅ‚o zawsze wtedy, gdy mój pan zmieniaÅ‚ żwirek. Wtedy też czyÅ›ciÅ‚ caÅ‚Ä… kuwetkÄ™ dziwnie Å›mierdzÄ…cÄ… wodÄ…. DziÄ™ki temu mogÅ‚em jÄ… znaczyć każdego dnia. To byÅ‚o silniejsze ode mnie, chociaż wcale nie musiaÅ‚em tego robić, bo byÅ‚em jedynym kotem jakiego mój pan miaÅ‚.
Minęło parÄ™ dni zanim wyzdrowiaÅ‚em caÅ‚kowicie, ale przez ten czas zdążyÅ‚em zauważyć, że mój pan jest zupeÅ‚nie inny niż moi poprzedni wÅ‚aÅ›ciciele. ByÅ‚ dla mnie bardzo miÅ‚y, daÅ‚ mi miÄ™ciutki kocyk do spania, kupiÅ‚ dużo zabawek i zawsze pamiÄ™taÅ‚ o tym żeby w miseczkach byÅ‚o jedzenie i woda. No i, co najważniejsze, miaÅ‚ tylko mnie. Chociaż niewiele brakowaÅ‚o, że przyniósÅ‚ by drugiego kota. SiedzieliÅ›my wtedy przed telewizorem. Telewizor to takie dziwne, wydajÄ…ce dźwiÄ™ki pudeÅ‚ko, w które ludzie czÄ™sto lubiÄ… siÄ™ patrzyć. Mój pan też lubiÅ‚. Po pewnym czasie ja też polubiÅ‚em. Najbardziej lubiÅ‚em te dziwne obrazki na które mój pan mówiÅ‚ „kreskówki”. MogÅ‚em wtedy spÄ™dzić nawet caÅ‚y dzieÅ„ przed telewizorem. WiÄ™c siedzieliÅ›my przed telewizorem. To znaczy siedziaÅ‚ mój pan, a ja drzemaÅ‚em na jego kolanach. W pewnym momencie pan powiedziaÅ‚:
- Co ty na to Kamil, żebyśmy wzięli dla ciebie kolegę? Albo koleżankę?
Słysząc to zdrętwiałem cały. Czyżby znowu miało się zacząć to co u mojej poprzedniej właścicielki?
- Nie chcÄ™! – powiedziaÅ‚em gÅ‚oÅ›no i dobitnie, ale niestety mój pan mnie nie zrozumiaÅ‚. ZauważyÅ‚em już to dawno, że ludzie i koty nigdy siÄ™ nie dogadujÄ…. Nie wiem dlaczego ja ich rozumiem, a oni mnie nie. Przez to wiecznie sÄ… problemy, no bo jak mam powiedzieć mojemu panu, że mam ochotÄ™ na trochÄ™ Å›wieżego miÄ™ska, a nie wiecznie tylko to żarcie z puszki? Tym razem także mnie nie zrozumiaÅ‚. Jedyne co mogÅ‚em w takim wypadku zrobić to najeżyć siÄ™ i gniewnym prychaniem dać mu do zrozumienia co o tym myÅ›lÄ™. No i oczywiÅ›cie obrazić siÄ™. Tak też zrobiÅ‚em. Mój pan chyba zrozumiaÅ‚, bo nagle zaczÄ…Å‚ mnie przepraszać. Nawet daÅ‚ Å›wieżego miÄ™ska. Duuużo Å›wieżego miÄ™ska. No i wtedy nie miaÅ‚em wyjÅ›cia, musiaÅ‚em siÄ™ przestać gniewać. Ale przynajmniej wybiÅ‚em panu z gÅ‚owy ten gÅ‚upi pomysÅ‚. MieszkaliÅ›my wiÄ™c sami i dobrze nam razem byÅ‚o. Tak mi siÄ™ przynajmniej wydawaÅ‚o.



CDN