Prezent od losu 10
Dodane przez Aquarius dnia Maja 09 2016 21:28:17


ROZDZIAŁ 10


Jedyną odpowiedź, jaką posłał Luisowi, było schwytanie go za rękę, wciągnięcie do pokoju i zamknięcie za nim drzwi. Przekręcił kluczyk w zamku, aby nikt im nie przeszkodził. Odwrócił chłopaka plecami do siebie, przyparłszy go do ściany. Polizał po szyi, pachnącej mydłem. Luis musiał się właśnie umyć zanim przyszedł do niego, wcześniej pachniał potem i perfumami. Przesunął ręką po jego boku.
– Masz sekundę, żeby stąd wyjść. Po tym czasie już jesteś mój.
– Nie mam zamiaru już uciekać – odpowiedział Luis z ochotą poddając się dotykowi Alessia. – Jestem twój, teraz i na zawsze. – Odwrócił głowę, by wyjść na spotkanie drugim ustom. Nie w delikatnym, strachliwym pocałunku, tylko namiętnym, rozpalającym trzewia, sprawiającym, że świat zaczyna wirować. Alessio wdarł się językiem do jego ust, całując go zachłannie, głęboko, robiąc to tak, jak nikt inny przedtem. Nie chciał się już przed nim i niczym bronić. Przychodząc tutaj podjął ostateczną decyzję. Oddał zachłannie pocałunek, splatając ich języki ze sobą i odwracając się powoli w jego ramionach. Objął Alessia jedną ręką wokół pasa, drugą chwycił go za kark przytrzymując przy sobie. Mokre włosy mężczyzny połaskotały jego dłoń. Ich wargi pożerały się we wzajemnej pieszczocie, a ciała sprasowały ze sobą na całej długości.
Słowa Luisa sprawiły, że nie zamierzał się już przed niczym powstrzymywać. Chciał tego chłopaka ponad wszystko inne. Całował partnera wygłodniale, przypierając go do ściany, wręcz ściskając go pomiędzy płaską powierzchnią a sobą. Rękoma błądził po jego ciele chcąc nacieszyć się tym odczuciem i zbadać każdy skrawek. Luis zgodził się być jego i tylko jego. Pokaże mu jak bardzo się z tego faktu cieszy, kocha i pragnie. Obecność chłopaka i jego zgoda, były bardzo kojące dla niego i jego bestii. Mruczał z zadowoleniem mając świadomość tego, że nie jest już sam.
Nie chciał, aby Alessio odsuwał się od niego, dlatego trzymał go mocno przylegając go mężczyzny, chcąc go czuć całym sobą. Serce biło mu jak oszalałe przepompowując litry krwi w jedno miejsce. Życia mu nie starczy, by na głos mógł opowiedzieć to, co teraz odczuwał. To była istna feeria uczuć tak przeróżnych, pozytywnych, że pławił się w nich biorąc wszystko i czekając na więcej. Nie bał się tego, co stanie się za chwilę, godzinę, chcąc tego całym sobą. Mając pewność co do swoich uczuć i pragnień nie było już nic, co mogłoby go powstrzymać. Gdyby teraz mężczyzna odsunął się, chyba by się rozpłakał. Fala namiętności przelewała się zbyt silnym nurtem po jego ciele, ukryte pragnienia wydostały na zewnątrz, żeby mógł teraz przestać. Chciał tego mężczyznę mieć blisko, najbliżej jak może się połączyć dwoje ludzi. Pragnął się z nim kochać oddając mu siebie, odsłaniając dla niego swoje pragnienia, duszę i równie dużo biorąc. Z pasją badał usta Alessia zsuwając ręce w dół, drapiąc jego ciało. Natrafił na przeszkodę owijającą biodra mężczyzny. Lekko przygryzł jego dolną wargę kończąc pocałunek. Roziskrzony wzrok partnera wypalał w nim dziurę, pobudzał zmysły i zabierał oddech. Przesunął wzrokiem wzdłuż jego szyi, popieścił pierś, by zatrzymać go na białym materiale, który nagle zaczął mu przeszkadzać w ujrzeniu mężczyzny w całej okazałości. Alessio odsunął się trochę od niego i nie robił nic tylko patrzył, jakby czekał na jego dalszy ruch. Ręcznik nie zakrywał tego, że był podniecony. Zresztą w czasie pocałunku doskonale go czuł na swoim biodrze. Nie wiedział skąd przyszła mu ochota, by kiedyś poczuć jak kochanek twardnieje w jego dłoni… ustach. Jęknął zagryzając wargę.
– Zdejmij – wyszeptał Alessio sam mając ochotę wtulić się nagim ciałem w gołe ciało Luisa. Koniecznie musiał się pozbyć jego ubrań.
Luis wsunął palce za materiał czując przebiegające po ciele dreszcze przyjemności. Wbiwszy spojrzenie w zamglone oczy Alessia rozsupłał ręcznik pozwalając mu opaść na podłogę. Położył dłonie na nagich biodrach mężczyzny. Przełknął ślinę odrywając oczy od drugich, skierował je ponownie w dół. Sapnął widząc proporcjonalnie zbudowane ciało i stojącego, grubego, ponad średniej wielkości penisa, którego główka wygięta lekko ku górze dotykała jego. Alessio uchwycił jedną z jego dłoni i powoli zaczął przesuwać w dół swojego biodra ku pachwinom. Wstrzymał oddech kiedy jego dłoń została nakierowana na twardego członka.
– Dotknij. Możesz mnie dotykać i robić co chcesz – szeptał Acardi liżąc Luisa po uchu. Kiedy gorące palce objęły go, instynktownie poruszył biodrami. Potrzebował tego tak samo jak mieć pod sobą Luisa i oznaczyć go.
To było dziwne uczucie, dotykać fiuta nienależącego do niego. Nie było to nieprzyjemne, przeciwnie podobało mu się to i chciał więcej. Już bez obaw przesunął dłonią po członku stwierdzając, że ten jeszcze urósł. Czuł każde jego drgnięcie. Jego własny penis także żył swoim życiem i pragnął zainteresowania. Zanim wypowiedział czego chciał, Alessio jakby czytając w jego myślach podwinął mu koszulkę do góry, a on pozwolił ją sobie zdjąć z trudem wypuszczając go w dłoni.
Odrzucił koszulkę na podłogę, wpijając się ponownie w usta Luisa. Zamierzał mieć go nagiego, więc bez ociągania dobrał się do zamka od spodni. Chłopak pomógł mu w tym swoimi drżącymi rękoma. Gdy spodnie podzieliły los ręcznika stwierdził, że już nic nie dzieli ich ciał od siebie. Luis nie miał bielizny, to go upewniło jeszcze bardziej w tym co zamierzał zrobić. Przykleił ich ciała do siebie kładąc dłonie na pośladkach chłopaka i ściskając je mocno. Potrzebował go tak bardzo, że to aż bolało. Ich fiuty otarły się o siebie ściśnięte pomiędzy ciałami niemal elektryzując każdą komórkę w dwóch męskich ciałach. Przetoczył się przez nich ogień burząc krew w żyłach. Chciał mieć pod sobą Luisa i nie zamierzał na to dłużej czekać. Tym bardziej, że chłopak był bardzo chętny i ocierał się o niego chcąc czuć coraz więcej. Przerwał pocałunek zakładając sobie jego ręce na szyi i chwyciwszy pod pośladkami uniósł go.
Automatycznie zaplótł nogi wokół bioder Alessia, dając się podnieść. Mężczyzna przemieścił się w stronę łóżka, ostrożnie kładąc go na nim. Nie pozwolił mu się odsunąć nawet na milimetr, przytrzymując mężczyznę nogami. Zresztą nie wyglądało na to, że Alessio chce uciekać. Starszy kochanek dobrał się do jego szyi, kąsając każdy jej skrawek, a biodra przycisnął do jego, doprowadzając go do pasji. Odsłonił szyję dając mu do niej pełen dostęp. I cholernie mu się podobało to, co się działo. Jego ciało drżało, nigdy nie było tak gorące jak teraz. Miał wrażenie, że coś w nim zaczyna płonąć, pragnąc wybuchnąć, lecz to, co się działo było to zbyt mało, by dokonać takiej reakcji. Pragnął Alessia jak nigdy nikogo w swoim życiu. Miał świadomość, że to, co się stanie zmieni jego życie i chciał tego, bo bez niego i tak nie mógłby żyć. Dłonie mężczyzny badały każdy skrawek jego ciała. Pieściły go, a wraz z mokrą ścieżką jaką wyznaczył język od szyi ku sutkom sprawiały, że rozpadał się na miliony małych kawałeczków, a każdy z nich nosił w sobie piętno rozkoszy.
– Nie przestawaj mnie dotykać, proszę – wyrwało mu się, kiedy dłoń Alessia zawędrowała pomiędzy jego nogi, a palce głaskały jądra i miejsce tuż za nimi.
– Nie zamierzam przestać. Dam ci jeszcze więcej, kochanie – szept pełen pragnienia rozległ się przy uchu Luisa otaczając je gorącym oddechem.
Luis chwycił twarz swojego kochanka, bo tak już mógł go nazywać, całując chętnie te fantastyczne usta. Popchnął całym ciałem mężczyznę tak, że obaj znaleźli się na boku, a ich nogi splotły się ze sobą gdy ciała przylgnęły ściśle do siebie ocierając się, głaszcząc i pieszcząc coraz zachłanniej. Ręka Luisa sunęła w górę i w dół pleców, dotykając pośladków i biodra Alessia, badając gładką, męską skórę, wyczuwając poruszające się pod nią mięśnie. Był cholernie podniecony i chciał się kochać, ale także poznać ciało kochanka. Przekręcił się tak, że teraz on leżał na starszym partnerze. Otarł się biodrami o niego liżąc w zapomnieniu szyję Alessia. Zacisnął zęby na delikatnej skórze, ssąc ją. Mężczyzna pod nim jęknął, prawie unosząc go na sobie. Jego ręce masowały pośladki Luisa, a palce chwilami zakradały się pomiędzy nie.
– Żałuję, że nie możesz mnie oznaczyć – wysapał Acardi. Minus bycia z człowiekiem, ale pogodził się z tym. Wystarczy, że Luis będzie tak jak teraz chwytał zębami jego skórę doprowadzając go przy tym do gorączki pożądania, która wzmogła się jeszcze bardziej.
– Lubisz gryzienie co?
– Lubię wiele rzeczy i mam nadzieję, że z czasem je poznasz. – Oplótł nogi chłopaka i przerzucił ich obu tak, by to on był teraz na górze. Luis nie był uległym kochankiem i podobało mu się to. Chłopak ponownie chciał zmienić pozycję, więc zaczęli siłować się ze sobą tarzając się po i tak już zmierzwionej pościeli. W końcu przewrócił Luisa na brzuch i unieruchomił pod sobą. Gdy chłopak chciał go z siebie zrzucić wymierzył w jego pośladek solidnego klapsa. Po jego dłoni pozostał czerwony ślad obserwowany z lubością przez Alessia. Młody kochanek mimo tego nie pozostał grzeczny i posłuszny ponownie próbując wydostać się spod niego. Kolejny klaps rozszedł się mocnym dźwiękiem po pokoju, a wraz z nim jęczenie chłopaka, który nie zaprotestował wyglądając, jakby mu się to bardzo spodobało.
Oddychał ciężko przygnieciony przez ciało mężczyzny. Pośladek płonął żywym ogniem, co go jeszcze nakręcało. Jego kutas, ocierający się o pościel, pozostawiał po sobie mokre ślady, a gdy przez chwilę Luis mógł na niego spojrzeć ujrzał wręcz purpurową główkę. Jak tak dalej pójdzie, to nie wytrzyma z pożądania i dojdzie przez samo tarcie. Postanowił poddać się kochankowi i pozwolić mu zrobić ze sobą wszystko co tylko łączyło się z niesamowitą ekstazą.
– Jaki grzeczny. Zdany na mnie – mówił Alessio rozpalony do czerwoności. Uniósł biodra kochanka idealnie wpasowując swój członek pomiędzy jego pośladkami. Powoli poruszał biodrami uważnie obserwując reakcję Luisa. Jakkolwiek go nie potrzebował wziąć, tak równie mocno nie chciał go skrzywdzić wiedząc, że dla chłopaka to będzie pierwszy raz. Dlatego długo go pieścił, szczególną uwagę poświęcając pośladkom i rozmasowując jego dziurkę swoim penisem. Jego fiut zostawiał po sobie doskonałe nawilżenie, a za każdym razem jak czubek trafiał na pomarszczone ciało, Luis zaciskał palce na pościeli, a jego oddech przyśpieszał. Chciał mu dać jeszcze więcej. Zsunął się po jego ciele zostawiając drobne pocałunki na kręgosłupie Luisa. Chciał go tam zobaczyć. Pocałowawszy pośladek, który nadal miał odbitą jego dłoń, rozchylił oba, by ujrzeć różowy otworek, w który się niedługo wbije, śliski od jego preejakulatu. Wysunął język i trącił go samym czubkiem. Luis zareagował na to wypchnięciem bardziej w górę swoich pośladków. Zatoczył językiem kółko, po chwili zatracając się w oralno-analnej pieszczocie.
Zajęczał przeciągle oddając się z pełni Alessio. Było za dobrze, żeby chciał protestować. Jedyne czego chciał, to więcej tego co dostawał. Nawet nie wyobrażał sobie, jak teraz wyglądał, leżąc z twarzą wciśniętą w poduszkę, klatką piersiową spoczywającą na pościeli i wysoko uniesionymi biodrami. W głowie odzywał mu się głos, że taki podobał się swojemu partnerowi i tylko on go mógł takim widzieć, co go uspokajało. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co mu Alessio robi, a z każdą taką pieszczotą potrzebował znacznie więcej. Płonął, potrzebując, by ktoś zgasił ten płonący płomień. Tym kimś był kochanek, który był sprawcą rozniecenia ognia i tylko on mógł go ugasić. Język Alessia wyczyniał z nim cuda doprowadzając go niemal ku przepaści. Gdyby tylko mógł się otrzeć swoim nabrzmiałym fiutem o coś, natychmiast doszedłby. Z całej siły powstrzymywał się, aby nie wsunąć pod siebie ręki i chwycić za członka. Chciał dojść w inny sposób i gdyby ktoś mu jeszcze wczoraj powiedział, że będzie tego pragnął dostałby w pysk, a do tego kilka kopniaków. Dzisiaj, teraz był rozdygotaną lawiną żądzy bezwstydnie łaknącą swojego kochanka.
Z zafascynowaniem patrzył jak ciasny otworek otwiera się i zaciska. Przeciągnął jeszcze raz po nim językiem i pocałował. Wyciągnął się na całą długość dobierając się na chwilę do karku chłopaka. Na ślepo z szufladki obok wyjął nawilżenie. Muskał ustami skórę partnera na karku i plecach nabierając na palce żelu. Skutecznie drobnymi pieszczotami odwracał uwagę Luisa, by móc go przygotować na siebie. Zapewne nie oszczędzi mu pierwszego bólu, ale zawsze może go zmniejszyć. Zazwyczaj miał już doświadczonych partnerów, ale nie przeszkadzało mu, że dziewicza dziurka Luisa nie była jeszcze penetrowana. To go jeszcze bardziej podniecało i cieszyło. Luis jest i będzie jego, tylko jego, a on będzie jego pierwszym i jedynym mężczyzną. Wsunął w niego palec na co krąg mięśni zareagował zaciskiem, ale zaraz one puściły, gdy ciało Luisa się uspokoiło.
– Spokojnie, kochanie – szeptał czule rozciągając kochanka, a ten po chwilowej niedogodności rozluźniał się. Gdy po długich zabiegach Luis był już gotów, wyjął z niego palce i przystawił kutasa do jego dziurki. Nie wchodził w niego od razu. Główką masował wejście dopóki samo nie otworzyło się i nie pochłonęło go w siebie. Wtedy wepchnął się głębiej stękając głośno. Z całych sił kontrolował siebie, żeby nie wbić się w niego i nie wypieprzyć tak jak tego pragnął.
Poczuł ból rozchodzący się od odbytu do góry, a potem pochłaniającym całe ciało. Do tego nieprzyjemne rozciąganie sprawiało, że zacisnął zęby na poduszce nie chcąc wykrzyczeć swojego dyskomfortu. Niemniej nie chciał, żeby Alessio się wycofał. Próbował się uspokoić i dla większego komfortu rozsunął bardziej nogi. To zaś sprawiło, że nabił się na niego i krzyknął. Uczucie było dziwne, gdyby tak odjąć ból. Świadomość, że wypełnia go kutas Alessia bardzo mu w tym pomogła. I co najlepsze, nadal był twardy jak kamień.
– W porządku? – zapytał Acardi walcząc ze sobą, żeby się nie poruszyć. Dał mu chwilę na przyzwyczajenie się. Tak bardzo chciał, żeby Luisowi było dobrze i, aby chłopak później sam dążył do tego, nie czując strachu przez takim seksem.
– Daj mi jeszcze chwilę. Chyba. Nie wiem, co mam czuć, ale nie jest źle. – Podparł się na łokciach, by jakoś obejrzeć się za ramię. Alessio był wbity w niego i polegiwał na nim opierając się na rękach, w tej sposób twarz mężczyzny znalazła się blisko jego. Ujrzał w jego oczach nie tylko głód, ale i obawę. – Nie jest źle – zapewnił go. Jego ciało chyba przyzwyczajało się do intruza, bo ból powoli ustępował.
– Jesteś bardzo ciasny.
– A ty nie taki cienki jak palce – zaśmiał się i położył policzek na poduszce. Sam poruszył biodrami na próbę. Przecież nie był z porcelany i kiedyś muszą coś zdziałać.
To był znak dla Alessia, by mógł powoli zacząć się poruszać ustawiając się pod takim kątem, żeby nie sprawić dodatkowego bólu partnerowi, pamiętając o budowie anatomicznej odbytu. Luis znów się pod nim poruszył tak, jakby odpowiadał na jego ruchy. O tak, to jest idealny partner i kochanek. Nie lubił, gdy chłopak pod nim leżał jak kłoda. Luis taki nie był, o czym się właśnie przekonywał. Sam dążył do swojej satysfakcji, a ta - jak przewidywał - właśnie zaczęła nim władać.
Zaczęli się kochać powoli, kołysząc w jednym, spójnym rytmie. Rozgorączkowane ciała zlewały się w jedno. Pokój otoczył zapach seksu, potu, skrzypienie łóżka i odgłos westchnień oraz jęków współgrających ze sobą. Sekundy zamieniały się w minuty, kiedy dwaj kochający się ze sobą mężczyźni opętani przyjemnością pozwolili sobie na wszystko.
To co się działo było nierealnie, cudowne, genialne i pochłaniające go w pełni. Już zapomniał, co to ból zapoznając się z tak niezwykłymi doznaniami, jakich nawet nie potrafił sobie wcześniej wyobrazić. Sama świadomość, że kocha się z Alessiem, ma go w sobie, przynosiła mu na myśl, że jest tak fantastycznie, bo łączy ich coś więcej niż tylko żądza ciał. Połączyli się duchowo i uczuciowo, co tylko wzmagało seksualne przeżycia.
– Nie przestawaj. Pieprz mnie. Mnnn – prosił Luis splatając swoje place z palcami Alessia.
– Już ci mówiłem, że nie przestanę. – Objął przedramieniem brzuch kochanka nie powstrzymując się przez mocnymi i szybkimi pchnięciami. Poczuł jak wysuwają mu się kły i ich czubkami pokąsał skórę ukochanego chłopaka. Ochota na oznaczenie go była tak ogromna, że już wbiłby w niego kły i wpuścił w ciało Luisa esencję partnerstwa, na zawsze znacząc go jako swojego. Luis wił się pod nim stękając, jęcząc. Instynkt podpowiadał mu jak ma się z nim kochać, by dać mu rozkosz, która była zarazem jego rozkoszą.
– Nie wy… wy… wytrzymam już – krzyknął Luis. Chciał dojść. Niewiele mu do tego brakowało. Gdyby tylko mógł się dotknąć, ale Alessio z pełną premedytacją mu to uniemożliwiał. Do tego czuł kły kochanka w miejscu łączenia szyi i ramienia, co go jeszcze bardziej nakręcało. Chciał, by ten to zrobił. – Oznacz mnie. Jestem twój.
Słowa sprawiły, że zawirowało mu w głowie. Silny prąd uderzył w jego jądra. Nie czekał już na nic wykonując pchnięcia i wywołując przy tym głośne plaskanie. Palcami ręki, jaką do tej pory owijał brzuch partnera oplótł jego fiuta, co spotkało się z przychylnym sapnięciem Luisa. Wbił się w niego mocniej i, gdy chłopak zaczął dochodzić, zatopił swoje kły w jego ciele, tym samym potęgując jego orgazm i dochodząc w nim.
Doszedł tak mocno, że zaczął trząść się jakby miał gorączkę. W oczach mu pociemniało, miejsce obok szyi zabolało, by zaraz rozlać się przyjemną falą iskierek po całym ciele i posłać impulsy do jego jąder i członka, co tylko przedłużyło szczytowanie.
Usatysfakcjonowany wysunął kły zlizując cienką strużkę krwi i zamykając swoją śliną ranę. Luis już był jego i nikt mu go nie odbierze. Tak samo jak chłopak jemu, on mu też darował swoje życie i mimo braku od niego znaku również należał do młodego kochanka. Wysunąwszy się z niego pomógł swojemu partnerowi zmienić pozycję. Zatopił się w jego szczęśliwych oczach kładąc się tuż obok i nie przestając go dotykać. Głaskał go po twarzy, szyi obdarzając czułością. Obaj jeszcze ciężko dyszeli, ale z każdą chwilą ich oddechy się normowały.
Upojony przeżyciami i szczęśliwy jak nigdy w życiu uśmiechnął się do Alessia. To co przeżył, co się stało, było naprawdę dobre i nie miał tu na myśli tylko seksu. Delektował się dotykiem ich ciał, samą obecnością mężczyzny. Popełniłby błąd gdyby go odrzucił. Dobrze się stało, że w jednej chwili zmądrzał i ujrzał w jasnym świetle przyszłość.
– Jesteś bardzo zmęczony? – zapytał Alessio.
– Trochę, czemu pytasz? – Sam wyciągnął do niego dłoń powoli pieszcząc palcami jego ramię.
– Zmienni mają duży temperament i mija trochę czasu zanim w pełni zaspokoją swoją chuć tuż po sparowaniu – wyjaśnił.
Luis patrzył na niego przez chwilę, zanim zabrał głos:
– Myślę, że wytrzymam jeszcze jedną rundkę jak dasz mi chwilę odpocząć.
– Czyżby spodobał ci się seks ze mną? – Alessio uniósł jedną brew.
– Tak. Szczególnie to jak mnie ugryzłeś. Cholera, w życiu nie przeżyłem takiego orgazmu. – Zaśmiał się i przekręcił trochę na bok. Chcąc się przytulić.
– To specjalny dodatek mając zmiennego wilka za partnera. – Z radością go przytulił sam się sobie dziwiąc, że miał takie pokłady czułości i miłości w sobie. – Nie oznaczyłbym cię gdybyś o to nie poprosił.
– Wiem. – Ucałował go w szyję. – Dziękuję ci za to. Chciałem tego, mimo że znam konsekwencje swojej decyzji.
– Masz na myśli swoją rodzinę. – Odsunął się od niego, ale tylko na tyle by móc spojrzeć mu w oczy. Powinien był najpierw z nim porozmawiać zanim sparował go ze sobą. Nie chciał, żeby Luis stracił swoją rodzinę. On sam był wyrzutkiem, samotnym wilkiem nawet wśród tych, którzy powinni być jego rodziną i nie chciał, żeby coś podobnego spotkało partnera. W razie czego on będzie jego rodziną, tak jak sfora Martina i Daniela zastąpiła miejsce tamtej. I chociaż ci nie byli z krwi i kości złączeni z nim to stali się bliżsi niż ci, co zostali we Włoszech.
– Moja siostra zawsze będzie ze mną. Wiem, że kiedyś ją stracę, nadal wszak pozostanę młody, a ona będzie się starzeć. Nie patrz tak, czytałem wiele o konsekwencjach związania się człowieka ze zmiennym. Wiedziałem na co się piszę. Kiedyś i tak bym ich stracił lub oni mnie. Będę z nimi tak długo jak będę mógł. Dam radę, kocham ich, ale wybrałem ciebie.
– Jeżeli Daniel wyrazi zgodę to będziesz mógł im powiedzieć… – Wsunął się na jego ciało. Wcisnął nos w szyję Luisa. Pławił się w tym, że jego partner nosi teraz jego zapach.
– Wiem, ale na razie wolę zachować jak najdłużej w tajemnicy, że obok normalnego świata istnieje jeszcze inny, którego nie znają – stęknął czując cudowny ciężar na sobie. – Czy tobie znów stanął? – Nie uzyskał odpowiedzi, bo sam ją doskonale czuł na swoim brzuchu. Zanim zdążył coś powiedzieć jego ustami zawładnęły drugie, ponownie głodne i chciwe. Nie miał zamiaru się opierać przed tym czego tak bardzo sam chciał i potrzebował. Coś czuł, że tej nocy się nie wyśpi i jakoś nie było mu tego żal.