艢CIANA S艁AWY | Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek
|
POLECAMY | Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner


|
|
Witamy |
|
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
|
Niemo偶liwa mi艂o艣膰 1 |
Od autora: Moje pierwsze opowiadanie, kt贸re napisa艂am w 2010 roku. Pisane by艂o pod wp艂ywem chwili. Od niego wszystko si臋 zacz臋艂o. Masa wszelkiego rodzaju b艂臋d贸w itp. ale nie zmieniam go, nie poprawiam, bo wtedy nie by艂o by ju偶 tym pierwszym moim tworem. :D Nigdy nie zosta艂o poprawione. Pozostawi艂am to w takiej tre艣ci w jakiej zosta艂o utworzone.
Siedzia艂em na parapecie w swoim pokoju. Po policzku p艂yn臋艂a mi 艂za, a za ni膮 tym samym torem pod膮偶y艂a druga. By艂o mi bardzo smutno. Dzisiaj przekona艂em si臋, 偶e kocham swojego starszego koleg臋 z uczelni. Nie rozumia艂em dlaczego jego. Znamy si臋 od paru lat. Mieszkamy na tej samej ulicy od czasu kiedy wprowadzi艂 si臋 ze sw膮 rodzin膮 do nowo kupionego domu. Chodzili艣my razem do liceum i na imprezy i nigdy nic takiego nie poczu艂em. Dopiero dzi艣 kiedy biegn膮c omal nie spad艂em ze schod贸w, a on z艂apa艂 mnie w swoje ramiona. Czas si臋 wtedy dla mnie zatrzyma艂. Nie by艂o nic i nikogo wok贸艂 nas. By艂em tylko ja i on obejmuj膮cy mnie. O czym ja my艣l臋 on mnie nie obejmowa艂 dlatego, 偶e chcia艂. Jednak w tamtej chwili liczy艂o si臋 tylko to, 偶e trzyma mnie w swych ramionach i mnie chcia艂em by mnie pu艣ci艂. To by艂a chwila kiedy poczu艂em, 偶e go kocham i chcia艂bym zosta膰 z nim na zawsze. Niech臋tnie odsun膮艂em si臋 od niego i spojrza艂em mu w oczy. Patrzy艂 na mnie, a ja zatopi艂em si臋 w ich czerni. U艣miechn膮艂 si臋 pokazuj膮c bia艂e z臋by. Poczu艂em, 偶e zaczynam si臋 rumieni膰 i opu艣ci艂em wzrok ku ziemi. Zapyta艂em si臋 go:
– Przepraszam czy mog臋 ju偶 i艣膰?
Dopiero wtedy spostrzeg艂, 偶e ca艂y czas trzyma mnie w swych ramionach.
– Tak mo偶esz i艣膰.
Gdy mnie pu艣ci艂 szybko zbieg艂em ze schod贸w i pobieg艂em do biblioteki.
Chcia艂em si臋 zakocha膰, ale nie w nim. Nie w moim kumplu, kt贸ry nie ma poj臋cia o mojej orientacji i na dodatek jest cholernym homofobem. 艁zy nie przestawa艂y p艂yn膮膰. Jeszcze tego brakowa艂o, abym rozp艂aka艂 si臋 na dobre. Otar艂em 艂zy d艂o艅mi i wsta艂em z parapetu. Nie b臋d臋 o tym my艣la艂 to tylko kolega z uczelni i nic tego nie zmieni. Mo偶e wydaje mi si臋, ze go kocham, ale te ramiona nigdy czego艣 takiego nie czu艂em. Chcia艂bym zn贸w w nich si臋 znale藕膰. Kurcze dlaczego to musi by膰 on. Nigdy nie B臋dzie m贸j, a jak si臋 dowie o tym kim jestem i co gorsza czuj臋 do niego to strac臋 jedynego kumpla. Opad艂em na 艂贸偶ko i rozp艂aka艂em si臋 chowaj膮c twarz w poduszce, aby nikt nie m贸g艂 us艂ysze膰 jego b贸lu.
Us艂ysza艂em sygna艂 telefonu m贸wi膮cy o nadej艣ciu smsa. Niech臋tnie zwlok艂em si臋 z 艂贸偶ka i podszed艂em do biurka na kt贸rym le偶a艂 telefon. Przeczyta艂em wiadomo艣膰. By艂a od niego „Wpadnij do Studzienki o 19 b臋d臋 tam z Basi膮 i Jackiem.” Usun膮艂em wiadomo艣膰. Nie mia艂em ochoty nigdzie wychodzi膰. Od艂o偶y艂em telefon i poszed艂em do 艂azienki, kt贸ra by艂a po艂膮czona z moim pokojem. Moje od niedawna spe艂nione marzenie mie膰 w艂asn膮 艂azienk臋. Spojrza艂em w lustro, wygl膮da艂em okropnie. Czerwone oczy i spuchni臋ta od p艂aczu twarz. Br膮zowe w艂osy zmierzwione tak jakby przeszed艂 przez nie huragan. Nie powiem dba艂em o wygl膮d, mo偶e a偶 do przesady, ale w tej chwili mia艂em to gdzie艣. Wygl膮da艂em tak jak si臋 czu艂em.
Us艂ysza艂em pukanie do drzwi. Kto 艣mia艂 mi przeszkadza膰. Nie odpowiedzia艂em. Kto艣 zapuka艂 drugi raz i us艂ysza艂em jak drzwi do pokoju si臋 otwieraj膮.
– Piotrek jeste艣? – W pokoju za艣wieci艂o si臋 艣wiat艂o. To by艂a moja siostra.
– Tak w 艂azience. Czego chcesz?
– Mama wo艂a ci臋 na kolacj臋. – Dopiero teraz zda艂em sobie spraw臋 z tego, 偶e jest ju偶 wiecz贸r. Ca艂e popo艂udnie przesiedzia艂em w pokoju i przep艂aka艂em.
– Nie jestem g艂odny. Powiedz jej, 偶e mo偶e zjem p贸藕niej.
– No dobra. Sta艂o si臋 co艣? Masz dziwny g艂os.
Tak sta艂o si臋, zakocha艂em si臋 w kim艣 w kim nie powinienem.
– Nie wszystko ok. Jestem tylko zm臋czony. Us艂ysza艂em jak wychodzi z pokoju zamykaj膮c za sob膮 drzwi. Odetchn膮艂em g艂臋boko. Odkr臋ci艂em kran i w艂o偶y艂em g艂ow臋 pod strumie艅 ch艂odnej wody. Chwil臋 p贸藕niej umy艂em twarz. Wr贸ci艂em do pokoju nie wycieraj膮c g艂owy, wi臋c z moich w艂os贸w intensywnie kapa艂a woda. Zgasi艂em 艣wiat艂o i usiad艂em na parapecie. Wpatrzony w ciemno艣膰 za oknem zn贸w zacz膮艂em rozmy艣la膰 o nim. I zrozumia艂em, 偶e nigdy nikogo nie mia艂em, bo czeka艂em na niego, na niemo偶liw膮 mi艂o艣膰.
Obudzi艂em si臋 po dw贸ch godzinach snu. By艂em zm臋czony, niewyspany i wszystko mnie bola艂o. Tak ko艅czy si臋 ca艂onocne rozmy艣lanie i spanie na parapecie. Cud, 偶e z niego nie spad艂em. W nocy wszystko sobie pouk艂ada艂em i postanowi艂em schowa膰 gdzie艣 g艂臋boko w sercu uczucie kt贸rym darzy艂em Artura. On si臋 o niczym nie dowie, a ja b臋d臋 udawa艂, 偶e jest tak jak by艂o wcze艣niej.
Zjad艂em szybko 艣niadanie w czasie kt贸rego odpowiedzia艂em na dziesi膮tki pyta艅 mojej mamy. Dotyczy艂y g艂贸wnie tego dlaczego wczoraj nie jad艂em kolacji i czemu ca艂y czas przesiedzia艂em w pokoju. Kocha艂em swoj膮 mam臋, by艂a wyrozumia艂膮 i m膮dr膮 kobiet膮, ale musia艂em j膮 ok艂ama膰. Powiedzia艂em kr贸tko, 偶e by艂em nieg艂odny, a do tego zm臋czenie da艂o o sobie zna膰 i wcze艣nie zasn膮艂em. Naprawd臋 nie mog艂em wyzna膰 jej prawdy.
Wsiad艂em w sw贸j stary samoch贸d i pojecha艂em na uczelni臋. Jad膮c w艂膮czy艂em radio. Puszczali jak膮艣 piosenk臋 o mi艂o艣ci. Zawsze ch臋tnie s艂ucha艂em takich, ale dzisiaj nie mia艂em na to ochoty. Szybko zmieni艂em stacj臋 i kolejna piosenka w tym stylu. Prze艂膮czy艂em jeszcze kilka innych stacji i nawet tu gdzie zazwyczaj daj膮 rocka by艂a piosenka m贸wi膮ca o mi艂o艣ci.
– Kurcze z nastaniem wiosny nie ma innych piosenek tylko te? – wy艂膮czy艂em radio.
Dojazd na uczelni臋 zaj膮艂 mi nie ca艂e dziesi臋膰 minut. Jako jeden w wielu student贸w mieszka艂em w domu. Jako艣 nie u艣miecha艂y mi si臋 pokoje akademickie i to co si臋 tam mog艂o dzia膰. Mo偶e dlatego wybra艂em uczelni臋 w swoim mie艣cie. A mo偶e dlatego by by膰 blisko Artura. Nie艣wiadomie od lat robi艂em r贸偶ne rzeczy, aby by膰 blisko niego. By膰 zawsze tam gdzie on by艂. Artur by艂 o dwa lata starszy ode mnie. Mieszka艂 w akademiku mimo, 偶e na uczelni臋 mia艂 do przebycia dok艂adnie tak膮 sam膮 drog臋 jak ja. Jak m贸wi艂 chcia艂 troch臋 swobody i wolno艣ci od opieku艅czych ramion matki. W domu jednak bywa艂 cz臋sto, g艂贸wnie w weekendy. No nie zn贸w o nim my艣l臋. Do艣膰 tego! Czas skupi膰 si臋 na nauce.
Na dworze 艣wieci艂o s艂o艅ce. Jak na pocz膮tek kwietnia by艂o do艣膰 ciep艂o. Na g艂贸wnym placu panowa艂 ruch. T艂um ludzi 艣pieszy艂 w r贸偶ne strony. Rozmowy, 艣miech, wyg艂upy ka偶dy by艂 czym艣 zaj臋ty. Ja do pierwszego wyk艂adu mia艂em jeszcze godzin臋. Tak jak zawsze by艂em za wcze艣nie. Inni si臋 notorycznie sp贸藕niaj膮, a ja zawsze si臋 艣piesz臋. Wszed艂em go budynku i od razu skierowa艂em si臋 do mojego ulubionego miejsca jakim jest parapet (co ja poradz臋, 偶e uwielbia艂em na nich siedzie膰) na korytarzu, kt贸ry prowadzi艂 do biblioteki i hali w kt贸rej odbywa艂y si臋 mecze siatk贸wki. By艂o to spokojne miejsce i ma艂o ludzi si臋 tu kr臋ci艂o. Na tym parapecie od pocz膮tku rozpocz臋cia nauki siada艂em zawsze. To na nim odrabia艂em lekcje, czyta艂em lub rozmawia艂em ze znajomymi, kt贸rych mia艂em nie wielu. Cz臋sto si臋 r贸wnie偶 艣mia艂em, ale dzisiaj do 艣miechu mi nie by艂o. Westchn膮艂em przypomniawszy sobie po raz setny incydent ko艂o schod贸w. Nagle zobaczy艂em go. Wyszed艂 z biblioteki z jak膮艣 dziewczyn膮. Rozmawiali. Mia艂 czarne w艂osy, kt贸rych kosmyki rozchodzi艂y si臋 na wszystkie strony, nigdy nie m贸g艂 ich u艂o偶y膰, a mnie si臋 one podoba艂y. Dzi臋ki nim wygl膮da艂 na bardzo niegrzecznego ch艂opaka. Grzywka opada艂a mu lekko na czo艂o, a d艂u偶sze kosmyki wpada艂y mu do oczu oraz na policzki i pi臋knie okala艂y jego, i tak 艣liczn膮 bu藕k臋. By艂 wysoki, wysportowany, a pod czarn膮 koszulk膮 pi臋knie gra艂y jego mi臋艣nie. Nie, nie by艂 mi臋艣niakiem, tacy mnie nie poci膮gaj膮, by艂 w sam raz. Par臋 razy widzia艂em go bez koszulki i wiem, 偶e ma pi臋kne cia艂o i bardzo p艂aski brzuch, kt贸ry ozdabiaj膮 lekko zarysowane mi臋艣nie. Oczy jak wspomina艂em ma czarne okolone grubymi d艂ugimi rz臋sami. Usta pe艂ne, dobrze zarysowane, jakby malinowe stworzone do ca艂owania. Tylko, 偶e ja tego robi艂 nie b臋d臋, mo偶e robi to ta dziewczyna z kt贸r膮 rozmawia. Poczu艂em uk艂ucie w sercu. Znajome uczucie, kt贸re towarzyszy艂o mi od dawna gdy on za bardzo interesowa艂 si臋 jak膮艣 dziewczyn膮. Czu艂em je, lecz nie zdawa艂em sobie z tego sprawy. Czy tym uczuciem by艂a zazdro艣膰? Dobrze koniec, nie my艣l臋 ju偶 o tym przecie偶 sobie obieca艂em. Nie ma 偶adnego uczucia, nie ma zazdro艣ci, wmawia艂em sobie. Artur po偶egna艂 si臋 z dziewczyn膮 i zauwa偶ywszy mnie u艣miechn膮艂 si臋, i szybkim krokiem podszed艂 do mnie. Ach jak on pi臋knie chodzi – pomy艣la艂em i natychmiast odegna艂em te my艣li. Dla niego zawsze b臋dziesz kumplem, przyjacielem, zapami臋taj to sobie idioto.
-Cze艣膰 – odezwa艂 si臋 i przysiad艂 obok mnie na parapecie – nie przyszed艂e艣 wczoraj do Studzienki. By艂o ekstra.
– By艂em zm臋czony i poszed艂em spa膰 – odpowiedzia艂em nie patrz膮c na ch艂opaka. Czu艂em si臋 przy nim inaczej, traktowa艂em go inaczej, a obieca艂em sobie, ze to si臋 nie zmieni. Dlaczego to jego kocham?
– Dobrze si臋 czujesz?
– Tak 艣wietnie. Po prostu mam trem臋 przed dzisiejszym egzaminem.
– Poradzisz sobie – po艂o偶y艂 mi r臋k臋 na ramieniu, a mnie przeszed艂 dreszcz. Oj zna艂em to uczucie. Jak to mo偶liwe, 偶e tyle lat o nim nie wiedzia艂em? Czemu on mi to robi? Nie on nic nie robi zachowuje si臋 jak zawsze. Nie raz dotyka艂 mojego ramienia, nawet twarzy, ale teraz dla mnie ten dotyk jest inny. Jestem go spragniony i boli mnie co艣 w 艣rodku, 偶e z jego strony ten gest jest czysto kole偶e艅ski. Str膮ci艂em jego r臋k臋 i wsta艂em – Musz臋 i艣膰, zaraz mam zaj臋cia.
– Zobaczymy si臋 p贸藕niej?
– Nie s膮dz臋 b臋d臋 zaj臋ty. Sorry, ale musz臋 lecie膰.
– Uwa偶aj na schodach.
O tak te cholerne schody. Szkoda, 偶e wczoraj z nich nie spad艂em, tylko wpad艂em w jego ramiona. Nie u艣wiadomi艂bym sobie moich uczu膰.
***
M臋cz臋 si臋 tak od kilku dni. Unikam Artura jak ognia. Widz臋 po nim, 偶e nie rozumie co si臋 dzieje, dlaczego jestem taki. A mnie jest tak trudno z nim przebywa膰. Chcia艂bym m贸c mu wszystko powiedzie膰, ale wiem, 偶e mnie odrzuci i stan臋 si臋 dla niego kim艣 kogo b臋dzie si臋 brzydzi艂. Zas艂aniam si臋 nauk膮, a w szczeg贸lno艣ci referatem z ochrony 艣rodowiska. Poza uczelni膮 nigdzie nie wychodzi艂em. Ko艅czy艂em zaj臋cia i jecha艂em do domu. Dzi艣 jednak musia艂em wyj艣膰 z domu wieczorem i pojawi膰 si臋 w Studzience. Po miesi膮cu nieobecno艣ci, wraca艂a moja jedyna przyjaci贸艂ka Monika. Ma dzi艣 urodziny i w艂a艣nie w Studzience odb臋dzie si臋 impreza. Monia jest jedyn膮 osob膮, kt贸ra wie o mnie wszystko. Niczego nie potrafi臋 przed ni膮 ukry膰. Nie chc臋 jednak m贸wi膰 jej o uczuciach do Artura. Pewnie i tak si臋 wszystkiego domy艣li i co b臋dzie jak powie Arturowi? Nie, teraz nie b臋d臋 o tym my艣la艂. Wzi膮艂em prysznic. Uczesa艂em swoje ju偶 do艣膰 d艂ugie br膮zowe w艂osy. U偶y艂em najlepszej wody po goleniu jak膮 mia艂em i wyszed艂em z 艂azienki owini臋ty r臋cznikiem wok贸艂 bioder. Nagle stan膮艂em jak wryty. Na moim 艂贸偶ku le偶a艂 Artur i przegl膮da艂 jak膮艣 ksi膮偶k臋.
– Co ty tu robisz?
– Twoja siostra mnie wpu艣ci艂a. – Od艂o偶y艂 ksi膮偶k臋 i obr贸ci艂 si臋 na bok podpieraj膮c g艂ow臋 r臋k膮. Zmierzy艂 mnie wzrokiem od st贸p do g艂owy – Jeszcze nie jeste艣 gotowy?
– W艂a艣nie chcia艂em si臋 ubra膰 – zapomnia艂em, 偶e wczoraj zepsu艂 mi si臋 samoch贸d i Artur zaproponowa艂 mi podwiezienie do klubu. Zgodzi艂em si臋, bo jako艣 nie by艂o innych propozycji, a nie mia艂em ochoty t艂uc si臋 autobusem. Nie powiedzia艂em Wam, 偶e Monika by艂a r贸wnie偶 jego przyjaci贸艂k膮. We tr贸jk臋 znamy si臋 od czasu liceum. Mia艂em problem, bo mimo, 偶e nie wyzna艂a mu prawdy o mojej orientacji, to jak si臋 dowie co czuj臋 do niego to nie b臋dzie milcze膰. Kiedy si臋 domy艣li艂a, 偶e jestem gejem z trudem j膮 przekona艂em, 偶e nie jest jej obowi膮zkiem og艂osi膰 to ca艂emu 艣wiatu i mnie swata膰. Nikt inny si臋 w liceum niczego nie domy艣la艂. Zawsze by艂em skryty i nie mia艂em odwagi na romanse.
– No ubieraj si臋 – g艂os Artura wyrwa艂 mnie z moich my艣li – Nie b贸j si臋 nie zgwa艂c臋 ci臋, jak zobacz臋 ci臋 nago, nie jeste艣 w moim typie. Nie mam ochoty ci臋 dotyka膰.
– A czy ja chc臋, aby艣 mnie dotyka艂?! – wrzasn膮艂em.
– No mam nadziej臋, 偶e nie.
– No, nie chc臋. Po za tym wol臋 dziewczyny – po co k艂ami臋.
– To dobrze wyja艣nili艣my sobie wszystko. Nie mam zamiaru si臋 do ciebie zbli偶a膰.
– No – otworzy艂em szaf臋 i poszuka艂em ubra艅. Mia艂em ochot臋 p艂aka膰. Tak bardzo chcia艂em, aby mnie dotyka艂, ca艂owa艂, pie艣ci艂. G艂upi jestem, przecie偶 wiem, 偶e nic z tego nie b臋dzie. W ko艅cu wybra艂em bielizn臋 oraz ciuchy i poszed艂em do 艂azienki.
– Po艣piesz si臋 – us艂ysza艂em jego g艂os.
Wzi膮艂em kilka g艂臋bokich wdech贸w, aby si臋 uspokoi膰 i ubra艂em si臋 w czarne jeansy, bia艂膮 koszul臋 wypu艣ci艂em na spodnie. Dobrze uk艂ada艂a si臋 na moich w膮skich biodrach i podkre艣la艂a p艂aski brzuch. Dwa g贸rne guziki pozostawi艂em nie zapi臋te. Przejrza艂em si臋 w lustrze. Patrzy艂 na mnie zielonooki ch艂opak z pe艂nymi r贸偶owymi ustami, g艂adk膮 cer膮, by艂 smutny.
– Piotr idziesz czy nie?! – krzykn膮艂 Artur z pokoju. Otrz膮sn膮艂em si臋 i wyszed艂em z 艂azienki. Us艂ysza艂em gwizd Artura.
-Wow Piotru艣 wygl膮dasz cholernie seksownie i gdyby艣 nie by艂 ch艂opakiem.
– Mo偶esz si臋 przymkn膮膰. 艢pieszy艂o Ci si臋.
– Chyba nam.
Po偶egna艂em si臋 z mam膮 i wsiedli艣my do samochodu Artura. Ca艂膮 drog臋 milczeli艣my. Dopiero kiedy dojechali艣my na miejsce Artur zapyta艂.
– Ostatnio zachowujesz si臋 bardzo dziwnie. Ma艂o m贸wisz. W艣ciekasz si臋 na mnie na ka偶dym kroku i unikasz.
– M贸wi艂em…
– Tak nauka. Jako艣 dawniej nie mia艂e艣 z tym problemu.
-Chod藕my do 艣rodka. Monia pewnie ju偶 jest.
– No gdyby艣 si臋 tak nie guzdra艂 jak baba…
– Zamknij si臋 wreszcie!
– Ale偶 ty potrafisz g艂o艣no wrzeszcze膰.
– Musz臋, aby艣 mnie us艂ysza艂.
– I tak ci臋 s艂ysz臋 i widz臋 i…
– Gadaj zdr贸w ja id臋 do 艣rodka. Troch臋 ch艂odno mi w samej koszuli.
– M贸wi艂em, 偶eby艣 wzi膮艂 kurtk臋.
– W klubie b臋dzie gor膮co. Chod藕 ju偶.
– Nie 艣pieszy mi si臋.
– A kilka minut temu pogania艂e艣 mnie bo ci si臋 艣pieszy艂o – popatrzy艂em na niego.
– Dobra id臋. Dawno z tob膮 nie gada艂em i tak jako艣 si臋 za tym st臋skni艂em. Wiesz uwielbiam z tob膮 rozmawia膰.
A ja uwielbiam ciebie. Tylko o tym si臋 nie dowiesz.
***
Weszli艣my do do艣膰 przytulnego klubu. To by艂o sta艂e miejsce spotka艅 m艂odzie偶y z uczelni. Mo偶na by艂o porozmawia膰, pota艅czy膰 i napi膰 si臋 wy艣mienitych drink贸w w robieniu kt贸rych tutejszy barman by艂 mistrzem. W Studzience cz臋sto bywa艂o mas臋 ludzi, ale tego wieczoru by艂o ich od groma i wszyscy 艣piewali Sto lat dla jubilatki. Tak moja przyjaci贸艂ka by艂a bardzo popularna. Ka偶dy wiedzia艂 kim jest Monika Lasocka. By艂a 艣mia艂膮 i radosn膮 dziewczyn膮. Pi臋kna blondynka o kr贸tkich w艂osach sta艂a w tej chwili obok baru i u艣miechni臋ta przyjmowa艂a 偶yczenia. Czy偶by naprawd臋 zna艂a tu wszystkich? Nagle jej wzrok skierowa艂 si臋 w nasz膮 stron臋. U艣miech na jej twarzy zrobi艂 si臋 jeszcze szerszy, o ile to mo偶liwe. Szybko podesz艂a do nas.
– Nareszcie jeste艣cie moi s艂odcy – poca艂owa艂a nas serdecznie w policzki.
– Wszystkiego najlepszego – obaj r贸wnocze艣nie z艂o偶yli艣my jej 偶yczenia.
– Dzi臋kuj臋. Co tak p贸藕no przyszli艣cie?
– Byliby艣my wcze艣niej, ale ta laleczka nie mog艂a si臋 wybra膰 – Artur wskaza艂 na mnie kciukiem.
Monika wzi臋艂a mnie za r臋ce.
– No i mia艂 racj臋, bo wygl膮da zajebi艣cie. Chod藕cie we藕miemy jakie艣 drinki i si膮dziemy przy tamtym stoliku w rogu. Na dzisiejszy wiecz贸r jest m贸j, wi臋c nikt nam nie przeszkodzi.
Wzi臋艂a nas obu pod r臋ce i poprowadzi艂a do baru.
– Monia ty znasz tych wszystkich ludzi?
– Po艂ow臋, a ta druga po艂owa przysz艂a… no sam wiesz jak to jest.
Tak wiedzia艂em. Znajomi zapraszaj膮 znajomych i… sami wiecie.
Zam贸wi艂em drinka i usiad艂em z Moni膮 przy stoliku. Jak szli艣my do baru Artur jej si臋 wyrwa艂 i gdzie艣 poszed艂. Lubi艂em jak by艂 obok i dziwnie si臋 poczu艂em, kiedy znikn膮艂 mi z zasi臋gu wzroku.
– St臋skni艂am si臋 za Tob膮 Piotrusiu. Ciesz臋 si臋, 偶e uda艂o si臋 mi si臋 dzisiaj wr贸ci膰. Co to za imprezka urodzinowa bez solenizantki.
– Jak zdrowie twojej babci? Wyjecha艂a艣 po to, aby si臋 ni膮 zaj膮膰.
– Z babci膮 ju偶 jest dobrze. Wczoraj przyjecha艂a mama i si臋 b臋dzie mog艂a ni膮 zaopiekowa膰. Ja musz臋 wr贸ci膰 na uczelni臋. Mam du偶e zaleg艂o艣ci…
M贸wi艂a, m贸wi艂a i m贸wi艂a, a ja przesta艂em jej s艂ucha膰 w momencie kiedy ujrza艂em Artura ta艅cz膮cego z jak膮艣 rud膮 wyw艂ok膮. Nigdy nie my艣la艂em tak o dziewczynach, ale teraz dla mnie ona by艂a… Zn贸w zazdro艣膰… Byli jedyn膮 par膮 na parkiecie, ta艅czyli i obejmowali si臋. Zrobi艂o mi si臋 przykro. Chcia艂em st膮d wyj艣膰 i nie ogl膮da膰 tej sceny. Ruda przyci膮gn臋艂a go do siebie, a on po艂o偶y艂 swoje d艂onie na jej po艣ladkach. By艂em w艣ciek艂y. Jak on to mo偶e robi膰? Jak mi to mo偶e robi膰? W sumie mo偶e jest hetero i nic nie wie o moich uczuciach. Cholera dlaczego, dlaczego, dlaczego ci臋 kocham ty draniu?
– Piotr, Piotr – ockn膮艂em si臋 – s艂uchasz mnie?
– Tak, to znaczy nie. Przepraszam, ale chyba p贸jd臋 do domu 藕le si臋 czuj臋 – by艂em bliski p艂aczu.
– Co si臋 dzieje? Nie oszukasz mnie. O co chodzi?
Mimowolnie spojrza艂em na ta艅cz膮cego Artura. Jej wzrok pod膮偶y艂 za moim.
– Ja ci臋 kr臋c臋 ty chyba nie.
Spojrza艂em na ni膮 – Co… ja… nie? – zapyta艂em ostro偶nie.
– Tej rudej nie znasz, wi臋c chodzi o niego. Czy Artur ci si臋 podoba?
– Artur? – zrobi艂em skrzywion膮 min臋 – no daj spok贸j, jest hetero wi臋c jak mo偶e mi si臋 podoba膰 – no jak mo偶e? Ma tylko cudowne biodra, ramiona, cia艂o – po za tym to m贸j kumpel , tak偶e…
– Spokojnie ja tylko zapyta艂am. Tak na niego patrzysz, a znaj膮c twoj膮 s艂abo艣膰 do facet贸w pomy艣la艂am, 偶e ty mog艂e艣 co艣 do niego poczu膰. Po za tym nic nie stoi na przeszkodzie, aby heteryk ci si臋 podoba艂.
– To si臋 pomyli艂a艣 i nie podoba mi si臋.
Do naszego stolika przysiedli si臋 Basia z Jackiem.
– No i jak si臋 bawicie? – zapyta艂a 艂adna brunetka.
– Jest ekstra. Dzi臋ki za zorganizowanie imprezki.
– Spoko, Jacu艣 mi pom贸g艂 – uca艂owa艂a swojego ch艂opaka nami臋tnie, a on odwzajemni艂 si臋 jej tym samym. Jak to jest ca艂owa膰 si臋 z kim艣 kogo si臋 kocha? Jak to w og贸le jest si臋 ca艂owa膰. Ja mimo swoich 21 lat nigdy tak si臋 nie ca艂owa艂em. Nie licz膮c poca艂unk贸w, kt贸re mo偶na by nazwa膰 mu艣ni臋ciami pod koniec wakacji tu偶 przed pierwsz膮 klas膮 liceum. Obiektem moich westchnie艅 by艂 pewien Krzysiek poznany nad morzem. Nasza platoniczna znajomo艣膰 trwa艂a tydzie艅. Potem obaj wyjechali艣my do swoich dom贸w. Owszem da艂 mi numer telefonu, ale po powrocie do domu zaraz o tym zapomnia艂em, bo zobaczy艂em pierwszy raz Artura. Sta艂 pod moim domem i powiedzia艂, 偶e wprowadzi艂 si臋 niedawno z rodzicami kilka dom贸w dalej i teraz jego rodzice s膮 u mnie w domu, chcieli pozna膰 s膮siad贸w, a on w艂a艣nie wyszed艂 zaczerpn膮膰 powietrza. Pogadali艣my chwil臋 i weszli艣my do domu. Okaza艂o si臋, 偶e b臋dzie chodzi艂 do tego samego liceum i jest starszy. M贸wi艂, a ja go s艂ucha艂em jak zahipnotyzowany. Krzysiek odszed艂 w zapomnienie, a jego miejsce w moim sercu bez mojej wiedzy zaj膮艂 brunet o czarnych oczach. I zn贸w do mnie dotar艂o to, 偶e to nie tydzie艅 temu pokocha艂em Artura. Wiem powtarzam si臋, ale nie wierzy艂em, 偶e mo偶na kogo艣 nie艣wiadomie kocha膰. Przekona艂em si臋 o tym na w艂asnej sk贸rze i to by艂o do艣膰 bolesne uczucie. To ju偶 tyle lat min臋艂o, a ja ci膮gle jestem sam. Wci膮偶 na niego czekam i po co to robi臋? Zn贸w spojrza艂em na niego ca艂owa艂 si臋 nami臋tnie z t膮 rud膮 lisic膮, a ona wi艂a si臋 wok贸艂 niego jak w膮偶.
– Ej wynajmijcie sobie pok贸j – us艂ysza艂em g艂os Moniki – bo zaraz zrobicie to tutaj.
Popatrzy艂em na Basi臋 i Jacka nie mogli od siebie r膮k oderwa膰. Lubi艂em ich mimo, 偶e bardziej byli znajomymi Artura i Moni ni偶 moimi, ale nie przeszkadza艂a im moja obecno艣膰, chyba te偶 mnie troch臋 lubili. Cieszy艂em si臋 ich szcz臋艣ciem. Zastanowi艂em si臋 przez chwil臋 czy ja te偶 kiedy艣 znajd臋 kogo艣 kto tak b臋dzie si臋 do mnie klei艂. Posmutnia艂em i mimo, 偶e nie chcia艂em si臋 torturowa膰 to, by艂o to ode mnie silniejsze i m贸j wzrok pogalopowa艂 do Artura. W艂a艣nie wychodzi艂 z klubu ob艣ciskuj膮c si臋 z dziewczyn膮. Poczu艂em silne uk艂ucie b贸lu. Wiem dok膮d poszli i co b臋d膮 robi膰. B臋dzie si臋 z ni膮 kocha艂, jej dotyka艂. Zacz膮艂em si臋 dusi膰 i musia艂em st膮d wyj艣膰.
– Monia ja naprawd臋 藕le si臋 czuj臋 musze wyj艣膰 – u艣miechn膮艂em si臋 poca艂owa艂em j膮 w policzek rzuci艂em kr贸tkie cze艣膰 ca艂uj膮cej sie parze i zanim moja przyjaci贸艂ka otworzy艂a usta mnie ju偶 nie by艂o. Jak tylko znalaz艂em si臋 na zewn膮trz pozwoli艂em 艂zom p艂yn膮膰. Przeszed艂em kawa艂ek chodnikiem i p艂aka艂em coraz g艂o艣niej. 艁zy zabiera艂y mi widoczno艣膰 i ju偶 po chwili nic ju偶 nie widzia艂em. Opar艂em si臋 o 艣cian臋 jakiego艣 budynku i rozbecza艂em si臋 na dobre. B贸l rozsadza艂 moje wn臋trze i nie umia艂em go ukoi膰. Zawsze widzia艂em Artura z jakimi艣 panienkami, ale nigdy nie czu艂em takiego cierpienia, kt贸re mnie wype艂ni艂o przed chwil膮. Dlaczego musz臋 by膰 ofiar膮 tej mi艂o艣ci? Co ja z艂ego zrobi艂em? Dlaczego musia艂e艣 mnie wtedy zamkn膮膰 w swoim u艣cisku? Wola艂em nie艣wiadomo艣膰, by艂em szcz臋艣liwy nie to co teraz. Osun膮艂em si臋 po 艣cianie na chodnik i wy艂em z b贸lu. M贸j ukochany kocha艂 si臋 teraz z rud膮 wied藕m膮 i niechc膮cy mnie krzywdzi艂. Nie wiedzia艂em co si臋 wok贸艂 mnie dzieje, nie s艂ysza艂em g艂os贸w, krok贸w ludzi, kt贸rzy pewnie mieli mnie za wariata. W oczach mi ciemnia艂o traci艂em powoli 艣wiadomo艣膰, by艂o mi bardzo zimno. Nie wiem jak d艂ugo to trwa艂o mo偶e kilka minut, dla mnie jednak to by艂y godziny.
W pewnej chwili czyje艣 silne r臋ce chwyci艂y mnie mocno i podnios艂y. Czu艂em wszystko tak jakby to by艂 sen, jakbym by艂 gdzie艣 daleko. Nie wiedzia艂em kim jest ta osoba. Mia艂em nadziej臋, 偶e mnie kto艣 porwie, zabije i nie b臋d臋 czu艂 b贸lu rozerwanego na strz臋py serca. Nie by艂em w stanie i艣膰, wi臋c ten kto艣 wzi膮艂 mnie na r臋ce i poczu艂em, 偶e gdzie艣 mnie niesie. Dziwne, ale w tych ramionach dozna艂em uczucia niezwyk艂ego bezpiecze艅stwa. Wtuli艂em twarz w rami臋 tego kogo艣 i najzwyczajniej w 艣wiecie zasn膮艂em.
***
Kiedy si臋 obudzi艂em wschodzi艂o ju偶 s艂o艅ce. Odwr贸ci艂em wzrok od okna, 艣wiat艂o mnie o艣lepia艂o. Nie wiedzia艂em gdzie jestem. Le偶a艂em na czyim艣 艂贸偶ku na pewno nie by艂o moje. Przez chwil臋 przesz艂o mi przez my艣l, 偶e kto艣 mnie porwa艂 i co gorsza zgwa艂ci艂. Podnios艂em koc, kt贸ry mnie okrywa艂 i odetchn膮艂em, by艂em ubrany, czyli gwa艂tu nie by艂o. To dobrze nie chcia艂em, aby m贸j pierwszy raz by艂 taki. Jednak gdzie ja jestem? Wsta艂em powoli. Rozejrza艂em si臋 po pokoju i po chwili zacz膮艂em rozpoznawa膰 przedmioty. Zna艂em dobrze to biurko, fotel, kanap臋 na kt贸rej w tej chwili le偶a艂 drugi koc. Cz臋sto na niej siada艂em i m臋czy艂em Artura swoimi g艂upimi pytaniami. 艁贸偶ko na kt贸rym przed momentem le偶a艂em by艂o du偶e dwuosobowe. Na nim cz臋sto le偶a艂 Artur czytaj膮c lub mnie s艂uchaj膮c. Nabra艂em pewno艣ci, 偶e pok贸j w kt贸rym w艂a艣nie jestem jest jego. W akademiku mia艂 sw贸j w艂asny pok贸j z nikim go nie dzieli艂 i nie zamierza艂 tego robi膰. Przywileje kt贸re mia艂 pozwala艂y na to. Ale jak u licha ja si臋 tu znalaz艂em?
Wtem drzwi do pokoju si臋 otworzy艂y i wszed艂 Artur.
– O widz臋, 偶e obudzi艂a si臋 艣pi膮ca kr贸lewna. – ironia w jego g艂osie nie usz艂a mojej uwadze. Ju偶 mia艂em co艣 odpowiedzie膰, ale zrezygnowa艂em z tego. W zamian zada艂em pytanie.
– Powiesz mi co ja tu robi臋?
– Straci艂e艣 pami臋膰? Nie dziwi臋 si臋 jak ja bym by艂 w takim stanie co ty wczoraj sam bym j膮 straci艂. Przynios艂em ci臋 tutaj w nocy. Kiedy zobaczy艂em ci臋 le偶膮cego na chodniku i wyj膮cego jakby zdzierali z ciebie sk贸r臋, to zlitowa艂em si臋 i zabra艂em do siebie. Nie mog艂em ci臋 tam zostawi膰. Stan w kt贸rym by艂e艣 przerazi艂 mnie. Nigdy nie widzia艂em, 偶eby kto艣 tak p艂aka艂.
Teraz wszystko sobie przypomnia艂em. P艂aka艂em na ulicy. Chcia艂em umrze膰, kiedy czyje艣 r臋ce… jego r臋ce podnios艂y mnie i chwyci艂y mocno unosz膮c ca艂e moje cia艂o.
– Czy ty mnie wzi膮艂e艣 na r臋ce?
– Musia艂em nie by艂e艣 w stanie i艣膰. Jednak nic sobie nie wyobra偶aj nie dotkn膮艂 bym ci臋 przecie偶 jeste艣 faciem – no tak on na ka偶dym kroku mnie rani – Dziwne by艂o to, 偶e jak wzi膮艂em ci臋 na r臋ce przesta艂e艣 p艂aka膰 i zasn膮艂e艣 na moim ramieniu – bezpiecze艅stwo, ju偶 wiem sk膮d si臋 pojawi艂o – Zanios艂em ci臋 do samochodu i przywioz艂em tutaj.
– Czemu nie odwioz艂e艣 mnie do domu?
– Wola艂em, aby ci臋 nie widzieli w takim stanie. Po za tym by艂o ju偶 p贸藕no.
– Pewnie martwi膮 si臋 o mnie. Musz臋 zadzwoni膰.
– Nie martwi膮. Wczoraj od razu jak tu przyjechali艣my napisa艂em smsa do twojej siostry z wiadomo艣ci膮, 偶e jeste艣 u mnie i par臋 innych os贸b te偶 i posiedzimy do rana. Odpisa艂a, 偶e powie rodzicom o tym. Teraz ty mi powiedz co si臋 wczoraj sta艂o? – zapyta艂 siadaj膮c na fotelu. Ja nadal sta艂em jak osio艂 po艣rodku pokoju. Czu艂em jak wbija we mnie sw贸j czaruj膮cy wzrok. On od zawsze mi si臋 podoba艂. By艂 pi臋kny, m膮dry, silny, ale teraz kiedy tak na mnie patrzy艂 wprost mnie zniewala艂. Chcia艂em mu wszystko wyzna膰, to kim jestem co czuj臋 do niego. Otworzy艂em usta, broda zacz臋艂a dr偶e膰, a z oczu sp艂yn臋艂y 艂zy. Nie mog艂em mu tego powiedzie膰. Dobrze wiedzia艂em co by zrobi艂. Nie chcia艂em, aby patrzy艂 na mnie z pogard膮. Odwr贸ci艂em twarz do okna nadal milcz膮c. Wsta艂 i podszed艂 do mnie. Chwyci艂 praw膮 d艂oni膮 moj膮 brod臋 i nakierowa艂 moj膮 twarz tak, 偶e teraz patrzy艂em wprost w jego oczy. By艂 tak blisko, jego d艂o艅 pali艂a mnie w twarz.
– Czemu p艂aczesz? Czy kto艣 ci co艣 wczoraj zrobi艂? Skrzywdzi艂 ci臋 kto艣? – jego g艂os brzmia艂 dziwnie. Martwi艂 si臋 o mnie?
– Ty… – urwa艂em.
– Co ja? – nadal dotyka艂 mojej twarzy.
– Ty… m… mnie… krzy…krzywdzisz – wyj膮ka艂em. Jego oczy si臋 rozszerzy艂y. Odsun膮艂em si臋 od niego. Otar艂em 艂zy.
– Ja nic ci z艂ego nie zrobi艂em. Wiem, 偶e czasem m贸wi臋 za ostro i gadam s艂owa typu laleczka, kr贸lewna, ale nie po to, 偶eby ci臋 rani膰.
– Ty nic nie rozumiesz!
– To mi to wyja艣nij.
– Nie mog臋. Chcia艂bym, ale nie mog臋.
– Dlaczego?
– Bo nie b臋dziesz chcia艂 mnie zna膰. B臋dziesz si臋 mn膮 brzydzi艂, a ja tego nie znios臋.
– Dlaczego mam si臋 tob膮 brzydzi膰. Uwa偶am ci臋 za przyjaciela i nic tego nie zmieni. Mo偶esz mi wszystko powiedzie膰. Widz臋, 偶e co艣 ci臋 cholernie dr臋czy i chc臋 wiedzie膰 co.
– Nie mog臋…
– Do cholery Piotr zachowujesz si臋 jak smarkacz!. Nie mog臋, nie chc臋, b臋dziesz to czy tamto. Dlaczego za mnie decydujesz!? Sk膮d wiesz jak ja zareaguj臋 na to co chcesz mi powiedzie膰!? –
– Nie – kiwa艂em przecz膮co g艂ow膮 – nie powiem ci. Mo偶esz na mnie krzycze膰, ale nic ci nie powiem.
– Piotr! Nie chc臋 na ciebie krzycze膰. Nie chc臋 k艂贸ci膰 si臋 z tob膮 – posmutnia艂.
– Dzi臋kuj臋, 偶e mnie nie zostawi艂e艣 samego na ulicy. P贸jd臋 do domu.
– Ok, nie chcesz nie m贸w. Pozw贸l przynajmniej, 偶e ci臋 odwioz臋.
– Nie, zostaw mnie. Musz臋 si臋 przej艣膰, chc臋 by膰 sam.
– Ale…
– Nie martw si臋 nie rozbecz臋 si臋 tak jak wczoraj – ju偶 mia艂em wyj艣膰, ale musia艂em go o to zapyta膰 – Zaj膮艂e艣 si臋 mn膮, co w takim razie zrobi艂e艣 z t膮 rud膮 dziewczyn膮 z kt贸r膮 wyszed艂e艣 z klubu?
– Odprowadza艂em j膮 tylko do auta, po czym odjecha艂a. Kiedy wraca艂em do klubu zobaczy艂em, 偶e kto艣 le偶y kilka metr贸w dalej na chodniku. My艣la艂em, 偶e co艣 komu艣 si臋 sta艂o i podszed艂em bli偶ej. Rozpozna艂em ciebie… reszt臋 znasz.
– Jeszcze raz dzi臋kuj臋 – powiedzia艂em i wyszed艂em z pokoju. Ucieszy艂em si臋, kiedy si臋 dowiedzia艂em, 偶e nie kocha艂 si臋 z ni膮, mo偶e nie mia艂 nawet takiego zamiaru. Szed艂em pustym korytarzem. Wielu student贸w na weekend wyjecha艂o do swoich dom贸w lub spali w pokojach po suto zakrapianej nocy. Artur wybieg艂 za mn膮 podaj膮c mi swoj膮 kurtk臋.
– We藕 jest dzi艣 ch艂odno, a ty jeste艣 w samej koszuli – wzi膮艂em – dzi臋kuj臋, 偶e si臋 o mnie martwisz.
– Kto艣 to musi robi膰. Inaczej sam zginiesz marnie – u艣miechn膮艂 si臋.
– Jeszcze raz dzi臋kuj臋 – r贸wnie偶 si臋 u艣miechn膮艂em i ruszy艂em w stron臋 schod贸w. Mia艂em wra偶enie, 偶e patrzy艂 na mnie. Gdy si臋 odwr贸ci艂em jego ju偶 nie by艂o. Dotkn膮艂em d艂oni膮 swojej brody, nadal czu艂em jego pal膮cy dotyk.
|
|
Komentarze |
Dodaj komentarz |
|
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
|
Oceny |
|
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.
Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.
Brak ocen.
|
|
Logowanie |
Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem? Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.
Zapomniane has硂? Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
|
Nasze projekty | Nasze sta艂e, cykliczne projekty

|
Tu jeste艣my | Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰

|
Shoutbox | Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.
Archiwum
|
|