艢CIANA S艁AWY | Tutaj b臋d膮 umieszczane odnosniki do stron, na kt贸rych znalaz艂y si臋 recenzje wydanych przez nas ksi膮偶ek
|
POLECAMY | Pozycje polecane przez nasz膮 stron臋. W celu zobaczenia szczeg贸艂贸w nale偶y klikn膮膰 w dany banner


|
|
Witamy |
|
Strona ta po艣wi臋cona jest YAOI - gatunkowi mangi i anime ukazuj膮cemu relacje homoseksualne pomi臋dzy m臋偶czyznami. Je艣li jeste艣 zagorza艂ym przeciwnikiem lub w jaki艣 spos贸b nie tolerujesz homoseksualizmu, to lepiej natychmiast opu艣膰 t臋 witryn臋 - reszt臋 naszych Go艣ci serdecznie zapraszamy
|
Niemo偶liwa mi艂o艣膰 6 |
Nast臋pne trzy tygodnie by艂y wyj膮tkowe. Artur dogadza艂 mi jak tylko m贸g艂 i nie tylko w 艂贸偶ku, a ja nie pozostawa艂em mu d艂u偶ny. Nawet, kiedy byli艣my na uczelni, byli艣my jakby bli偶ej siebie. Co prawda tam 艂膮czy艂a nas tylko przyja藕艅, ale nie by艂o tak zimno i oficjalnie jak wcze艣niej. Artur si臋 rozlu藕ni艂 stwierdzaj膮c, 偶e nikt nie ma nic przeciw naszej przyja藕ni. Ca艂y wolny czas sp臋dzali艣my razem we dw贸ch, albo ze znajomymi. Wystarczy艂o nam to, 偶e byli艣my blisko siebie. Nie musieli艣my si臋 przytula膰, czy ca艂owa膰, aby okaza膰 sobie co czujemy. Niewinne gesty, typu po艂o偶enie r臋ki na ramieniu, poczochranie po w艂osach dla innych by艂y zwyczajne, ale nie dla nas. Odsun膮艂 te偶 dziewczyny od siebie podaj膮c b艂ahy pow贸d, 偶e nie ma czasu, bo musi si臋 skupi膰 na nauce i treningach.
Moi starzy nadal nie znaj膮 o mnie prawdy. Jednak w miar臋 zaciskania si臋 coraz mocniejszych wi臋z贸w moich i bruneta, dzie艅 trudnych wyzna艅 zbli偶a艂 si臋 nieub艂aganie. Dzisiaj id臋 na kolacj臋 do rodzic贸w Artura. Chce mnie przedstawi膰 jako swojego ch艂opaka. O dziewi臋tnastej obaj stali艣my pod drzwiami ich domu. By艂em bardzo stremowany. Wiecz贸r by艂 ciep艂y. S艂ycha膰 by艂o g艂o艣ne cykanie 艣wierszczy, a kwiaty w ogr贸dku mamy Artura pachnia艂y mocno.
- Oni wiedz膮, 偶e to ja jestem twoim ch艂opakiem?
- Nie, to ma by膰 dla nich niespodzianka.
- Ale...
- Bardzo ci臋 lubi膮 i na pewno b臋d膮 zadowoleni, 偶e jestem z tob膮 kochanie.
Artur otworzy艂 drzwi i zaprosi艂 mnie do 艣rodka.
- Mamo, tato ju偶 jeste艣my.
Z kuchni wysz艂a jego mama. Drobna, 艂adna brunetka o per艂owych ustach i niebieskich oczach. U艣miechn臋艂a si臋 na nasz widok. Tu偶 za ni膮 pojawi艂 si臋 tata Artura. By艂 to wysoki, przystojny brunet o czarnych oczach. Taka starsza wersja Artura za dwadzie艣cia kilka lat.
- Mamo, tato to jest w艂a艣nie m贸j ch艂opak – obj膮艂 mnie w pasie jedn膮 r臋k膮.
-Dobry wiecz贸r – przywita艂em si臋 grzecznie.
Mama bruneta poca艂owa艂a mnie w oba policzki, co mnie bardzo zaskoczy艂o.
- Dobry wiecz贸r. Jestem taka szcz臋艣liwa, 偶e to w艂a艣nie ty jeste艣 z moim synem. Kogo艣 takiego przy nim widzia艂am. Przyznam jednak, 偶e nie spodziewa艂am si臋, 偶e ty te偶 lubisz ch艂opc贸w. Artur przy tobie jest taki szcz臋艣liwy. Mam drugiego syna – uszczypn臋艂a mnie w oba policzki. Zarumieni艂em si臋 lekko, bynajmniej nie od szczypania – Nadal jeste艣 wstydliwy? I jaki przy tym s艂odki.
- Marto nie zawstydzaj ch艂opaka. Podaj kolacj臋.
- Ach tak, tak pewnie jeste艣cie g艂odni. Synu zaprowad藕 Piotra do sto艂u, a ty kochanie – zwr贸ci艂a si臋 do m臋偶a – pomo偶esz mi.
- Ma si臋 rozumie膰 偶abciu.
呕abciu? O tak rodzice Artura s膮 fajni. Potrafi膮 okazywa膰 sobie uczucia wsz臋dzie.
- Nie denerwuj si臋 tak – us艂ysza艂em szept Artura przy swoim uchu – zachowuj si臋 tak jak zawsze. Przecie偶 ich znasz.
- Ale teraz jest inaczej jestem twoim ch艂opakiem nie koleg膮.
- Widzisz, 偶e jest ok. Z pocz膮tku jak m贸wi艂em nie by艂o 艂atwo, ale zaakceptowali mnie jako geja i akceptuj膮 ciebie. Zawsze ci臋 kochali, a teraz jako mojego partnera b臋d膮 mocniej kocha膰.
- Postaram si臋 nie denerwowa膰.
Brunet cmokn膮艂 mnie w usta i poprowadzi艂 do jadalni.
Bardzo lubi艂em rodzic贸w Artura. Cz臋sto robili z moimi grilla. Siedzieli艣my wtedy wszyscy do p贸藕na w nocy opowiadaj膮c r贸偶ne historie.
Kolacja by艂a nie tylko smaczna, ale i bardzo mi艂a. Pa艅stwo Drawscy w pe艂ni akceptowali nas. Artur be偶 偶enady tuli艂 mnie do siebie. Czu艂em si臋 jakbym mia艂 drug膮 rodzin臋. Zamarzy艂o mi si臋, aby moja by艂a taka, ale tym razem w to troch臋 w膮tpi艂em. Nie mia艂em ochoty d艂u偶ej odk艂ada膰 tej rozmowy z nimi. M贸j ch艂opak poradzi艂 mi jednak, abym najpierw porozmawia艂 z mam膮 i pozna艂 jej punkt widzenia na te sprawy.
Rano nast臋pnego dnia po 艣niadaniu, kiedy Ewa posz艂a do szko艂y, a ja nie mia艂em porannych zaj臋膰, zdecydowa艂em si臋 na ten krok. Usiad艂em przy stole w kuchni.
- Mamo chcia艂bym z tob膮 porozmawia膰, a raczej o co艣 zapyta膰.
- Pytaj – r贸wnie偶 usiad艂a.
- Ja wiem co s膮dzi o tym tata, ale nie znam jeszcze twojego zdania na ten temat – zacz膮艂em ostro偶nie. R臋ce mi si臋 trz臋s艂y – Co s膮dzisz o homoseksualistach?
Mama chwile patrzy艂a na mnie. Prze艂kn膮艂em 艣lin臋.
- Szczerze?
- Tak, tylko prawda mnie interesuje.
- W mojej pracy m贸j szef jest gejem. Bardzo otwartym do tego i nie przeszkadza mi to. Nie mam nic przeciw homoseksualistom i uwa偶am, 偶e ka偶dy ma prawo kocha膰.
Jej odpowied藕 wnios艂a nadziej臋 do mojego serca. Ale inaczej si臋 traktuje kogo艣 takiego obcego,a inaczej blisk膮 osob臋. Zada艂em kolejne pytanie.
- Co by艣 powiedzia艂a na to, za艂贸偶my teoretycznie – wola艂em wybada膰 najpierw grunt zanim powiem prawd臋 – jakby tw贸j syn by艂 gejem?
Mama opar艂a 艂okcie na stole i westchn臋艂a.
- Nie ma co owija膰 w bawe艂n臋. Domy艣lam si臋, 偶e jeste艣 gejem.
- Co... od...jjjj...jak dawna wiesz?
- Od czasu kolacji na kt贸rej by艂a Ania.
- Powiedzia艂a ci co艣?
- To ona wie?
- Tak. Sk膮d ty wiesz?
- Wtedy na s艂owa ojca zareagowa艂e艣 ostro. Widzia艂am jak ciebie to boli. Traktowa艂e艣 to bardzo osobi艣cie. On tego nie widzia艂, ale ja znam ci臋 bardzo dobrze. Teraz mnie upewni艂e艣 w moich przypuszczeniach. Marzenia o synowej musz臋 wyrzuci膰 do kosza i zacz膮膰 my艣le膰 o tym, 偶eby艣 mia艂 dobrego ch艂opaka.
- Nie masz nic przeciw.... - g艂os mi si臋 za艂ama艂. Wsta艂a i obj臋艂a mnie.
- Nie, kocham ci臋. Jeste艣 moim synem. Dla mnie wa偶ne, 偶eby艣 by艂 szcz臋艣liwym i dobrym cz艂owiekiem.
Poczu艂em ogromn膮 ulg臋, moja mama mnie nie odepchn臋艂a, nie zwyzywa艂a, ona mnie nadal kocha艂a.
- Chc臋 powiedzie膰 o tym tacie.
Odsun臋艂a si臋 ode mnie.
- To nie jest dobry pomys艂.
- Mamo musz臋. Wiem jak zareaguje, ale dusz臋 to w sobie od pewnego czasu i nie jest mi z tym dobrze. Mo偶e nie b臋dzie 藕le.
- Mam tak膮 nadziej臋.
Podj膮艂em decyzj臋 i ju偶 jej nie zmieni臋. Dzi艣 czeka艂 mnie trudny wiecz贸r. Na uczelni odnalaz艂em Artura w hali do siatk贸wki. W艂a艣nie gra艂, wi臋c usiad艂em sobie na 艂aweczce i cierpliwie czeka艂em. Po dziesi臋ciu minutach m贸j skarb usiad艂 obok mnie.
- Rozmawia艂em z mam膮.
- I jak posz艂o?
- Wspaniale – u艣miechn膮艂em si臋 zadowolony.
- Ciesz臋 si臋.
- Dzisiaj wyznam prawd臋 tacie. Rodzice maj膮 wolne, ja te偶 mam dzi艣 na uczelni luz i nie b臋d臋 tu siedzia艂 do p贸藕na to dobra okazja.
- Chc臋 by膰 przy tej rozmowie – popatrzy艂 na mnie – chc臋 ci doda膰 otuchy i 偶eby艣 wiedzia艂, 偶e nie jeste艣 sam. Zgoda?
- Oczywi艣cie. - u艣miechn膮艂em si臋.
- A teraz zmykaj, bo mnie rozpraszasz – 艣ciszy艂 g艂os do szeptu.
- Ju偶 mnie nie ma.
Wiecz贸r nadszed艂 szybko, zbyt szybko. Powoli tch贸rzy艂em, ale kiedy przyszed艂 Artur wszystko wyda艂o mi si臋 艂atwiejsze. Maj膮c go u boku mog艂em przenosi膰 g贸ry.
Siedzieli艣my wszyscy w pokoju ogl膮daj膮c jaki艣 nudny film.
- S艂ysza艂em, 偶e chcesz ze mn膮 porozmawia膰 – zwr贸ci si臋 do mnie tata.
Raz kozie 艣mier膰.
- Pami臋tasz nasz膮 k艂贸tni臋 o homoseksualizmie kiedy by艂a ciocia Ania?
- Zn贸w chcesz porusza膰 ten temat?
- Tak, bo 艂膮czy si臋 on z tym co chce ci powiedzie膰 - wsta艂em z kanapy - wol臋 to sam zrobi膰 zanim przypadkiem co艣 zobaczysz lub us艂yszysz.
- Brzmi powa偶nie, ale co to ma wsp贸lnego z tamt膮 spraw膮? - r贸wnie偶 wsta艂 i podszed艂 do mnie. Nagle odwaga mnie opu艣ci艂a. Spojrza艂em na Artura, u艣miechn膮艂 si臋. Ponownie m贸j wzrok powr贸ci艂 do ojca.
- Pami臋tasz co m贸wi艂e艣 o synu pedale?
- Synku mo偶e porozmawiasz o tym kiedy indziej.
- Nie mamo, dzi艣, albo nigdy. Tato wiedz, 偶e ja nadal jestem takim cz艂owiekiem jakiego znasz. I nadal twoim synem i chc臋 nim pozosta膰. Cokolwiek ci teraz powiem nie zmieni tego jaki jestem – m贸w Piotr nie kr臋膰 w k贸艂ko o tym samym – nie chc臋, aby艣 si臋 mnie wyrzek艂.
- Dlaczego mia艂bym to zrobi膰?
- Jestem gejem tato – us艂ysza艂em jak siostrze wypada gazeta z r膮k, kt贸r膮 zaci臋cie przegl膮da艂a. Twarz ojca zastyg艂a bez wyrazu, ale prawa brew zacz臋艂a nerwowo drga膰 co by艂o oznak膮 jego zdenerwowania.
- Je偶eli m贸wisz mi to, aby sprawdzi膰 moj膮 reakcj臋...
- Tato jestem peda艂em! Lubi臋 facet贸w od zawsze.
Widzia艂em wyraz twarzy ojca to jak zmienia si臋 we w艣ciek艂y, a prawa pi臋艣膰 unosi si臋 do g贸ry. Przymkn膮艂em oczy oczekuj膮c ciosu, kt贸ry nie nast膮pi艂. Otworzy艂em je po chwili i zobaczy艂em jak Artur trzyma mocno r臋k臋 mojego ojca w nadgarstku.
- Nie uderzy go pan!
- Kim ty jeste艣, 偶e pozwalasz sobie na mnie krzycze膰?
- Jestem jego ch艂opakiem.
Do oczu ojca wst膮pi艂o najpierw niedowierzanie, a potem nienawi艣膰.
- Ty te偶?
- Tak jestem gejem i kocham pa艅skiego syna.
- Pu艣膰 mnie, bo nie r臋cz臋 za siebie.
- Nie boj臋 si臋 pana. Potrafi臋 si臋 obroni膰 i Piotr r贸wnie偶 – Artur powoli wypu艣ci艂 nadgarstek mego ojca.
- A twoi rodzice co na to?
- Moi rodzice mnie kochaj膮.
- Jeste艣cie zboczeni. Powinni艣cie si臋 leczy膰!
- Tato jestem twoim synem!
- Nie, ju偶 nim nie jeste艣! Masz wynie艣膰 si臋 z tego domu natychmiast!
Us艂ysza艂em p艂acz mamy. Siostra zerwa艂a si臋 z kanapy.
- Nie pozwol臋 mu odej艣膰! Odejd臋 z nim tato.
- Nie wtr膮caj si臋 g贸wniaro. Marsz do pokoju!
- Id藕 siostrzyczko. Poradz臋 sobie – czu艂em gul臋 w gardle, kt贸ra mnie d艂awi艂a – nie zabijemy si臋 tylko kulturalnie porozmawiamy. Prawda tato?
- Po co艣 ty si臋 urodzi艂 – ojciec wbija艂 mi n贸偶 w serce – po to, aby dawa膰 dupy? Czym ja sobie zas艂u偶y艂em na takiego syna. Wyno艣 si臋 z mego domu!
- Co ci臋 obchodzi co robi臋 w 艂贸偶ku?! Tylko to si臋 dla ciebie liczy?
Ojciec ostatni raz popatrzy艂 na mnie i wyszed艂 z pokoju.
-T ato! - z oczu pop艂yn臋艂y mi 艂zy – tato!
Mama podesz艂a do mnie.
- Powinnam by艂a ci臋 powstrzyma膰 przed tym. On mia艂 dzi艣 z艂y dzie艅, a taka wiadomo艣膰 w takiej sytuacji...
- Mamo on jest chory. Czy z艂y dzie艅 czy nie i tak by mnie wywali艂 z domu.
- On tak nie my艣li daj mu czas na uspokojenie si臋. Porozmawiam z nim.
- Jaki czas? Wszyscy mnie oto prosz膮,a ja mam do艣膰.
Poczu艂em d艂onie Artura na swoich ramionach.
- Chod藕 zabior臋 ci臋 do domu moich rodzic贸w.
- Nie – p艂aka艂em.
Obudzi艂o mnie lekkie drapanie za uchem.
- Nie 艣pisz ju偶? - zapyta艂em Artura, k艂ad膮c wygodniej g艂ow臋 w zag艂臋bieni jego ramienia.
- Nie. Pora wstawa膰.
- Dzi艣 sobota. Ja nie mam zaj臋膰.
- Ja niestety mam i to jest okrutne.
- Musisz na nie i艣膰?
- Na nie, nie musz臋, ale na trening tak.
- Przecie偶 mia艂e艣 go wczoraj.
- W czerwcu mamy mecz. Trener nam nie popu艣ci do tego dnia. Pragnie zdoby膰 puchar i mu odbija.
- Wyko艅czy was.
Rozmow臋 przerwa艂o pukanie do drzwi.
- Ch艂opcy zejd藕cie na 艣niadanie – us艂yszeli艣my g艂os matki bruneta dochodz膮cy zza zamkni臋tych drzwi.
- Za kilka minut zejdziemy, dzi臋ki.
- Masz fajn膮 mam臋 – wsta艂em z niech臋ci膮 z 艂贸偶ka i zacz膮艂em si臋 ubiera膰.
- Ty te偶 – Artur poszed艂 w moje 艣lady.
- Tak ona mnie b臋dzie kocha膰, bez wzgl臋du na to kim b臋d臋. Nie to co ojciec, kt贸ry mnie pot臋pia. - posmutnia艂em.
- Ej, ej on ci臋 nie pot臋pia. Musi to tylko prze艂kn膮膰. Prze偶y艂 szok i na pewno jak si臋 uspokoi, przemy艣li sobie wszystko i b臋dzie dobrze. - cmokn膮艂 mnie lekko w usta – chod藕my na to 艣niadanie.
- A co b臋dzie jak nie b臋d臋 m贸g艂 wr贸ci膰 do domu?
- Moi rodzice ch臋tnie ci臋 przygarn膮.
Po do艣膰 przyjemnym i smacznym 艣niadaniu. Ca艂y w nerwach postanowi艂em wr贸ci膰 do domu. Chcia艂em po cichu p贸j艣膰 do swojego pokoju, ale z kuchni wysz艂a zatroskana mama.
- Synku jak si臋 czujesz?
- Jakby mnie kto艣 mocno wdepta艂 w ziemi臋, a potem jeszcze przejecha艂 po mnie walcem – mama skrzywi艂a si臋 na ten m贸j makabryczny opis. Co mog艂em jednak na to poradzi膰. Tak si臋 w艂a艣nie czu艂em – Czy on jest w domu?
- Tak jest na g贸rze.
- Pewnie nadal mn膮 gardzi?
- Nie odzywa si臋 do mnie. Zamkn膮艂 si臋 u siebie w gabinecie i tak siedzi od wczoraj. Powiedz mi czy Artur jest dla ciebie dobry?
- Jest wspania艂y, jest moim oparciem. Gdyby nie on nie wiem czy poradzi艂 bym sobie z wczorajsz膮 sytuacj膮. Wybacz mi, 偶e wcze艣niej nic ci nie powiedzia艂em.
- Co on tu robi! - z艂owrogi g艂os ojca doszed艂 do nas od strony schod贸w. - M贸wi艂em, 偶eby si臋 st膮d wyni贸s艂.
- Tato nie r贸b mi tego.
- Milcz! Nie rozumiem jak mog艂em sp艂odzi膰 kogo艣 takiego!
- A ty my艣lisz, 偶e kim jeste艣?! Jeste艣 takim wspania艂ym, nienagannym, wielkim dyrektorem dzia艂u kredytowego w naszym banku, kt贸ry nie mo偶e prze艂kn膮膰 tego, 偶e z jego nieskazitelnego nasienia narodzi艂 si臋 syn kt贸ry lubi facet贸w! Jak mo偶esz tak mnie traktowa膰?! Wiesz co czuj臋, kiedy s艂ysz臋 jad w twoim g艂osie?! Do licha jestem twoim synem!!! A nie sorry ju偶 nim nie jestem!!! - krzycza艂em coraz g艂o艣niej – Mo偶e i dobrze. Po co mi taki nietolerancyjny ojciec! Co ci臋 obchodzi kto z kim sypia i jak膮 preferuje p艂e膰!!! W 偶yciu nie to si臋 liczy!!! Powinno ci臋 obchodzi膰 to czy jestem szcz臋艣liwy!!! I wiesz co, nie jestem, bo ty to niszczysz! Dopiero w ramionach Artura czuj臋, 偶e 偶yj臋, 偶e 艣wiat mo偶e by膰 pi臋kny i pojawia si臋 nadzieja na zaakceptowanie mnie takiego jakim jestem. Ale jak mam szuka膰 akceptacji u obcych jak w domu jej nie znajduj臋 u ciebie!!! Przez ciebie czuj臋 si臋 jakbym by艂 nic nie wart. Jak 艣mie膰, kt贸rego si臋 chcesz pozby膰 z domu, aby go nie zabrudzi艂!!! Chcesz 偶ebym si臋 st膮d wyni贸s艂? Prosz臋 bardzo ju偶 mnie nie zobaczysz! Nienawidz臋 ci臋 tato, NIENAWIDZ臉! - popatrzawszy na matk臋 wyszepta艂em 艂ami膮cym si臋 g艂osem – wybacz mi mamo, kocham ci臋.
Odwr贸ci艂em si臋 w stron臋 drzwi z nadziej膮, 偶e ojciec nie pozwoli mi odej艣膰, ale nie zatrzyma艂 mnie. Us艂ysza艂em p艂acz matki i wybieg艂em z domu. Bieg艂em co si艂 w nogach, a偶 dotar艂em do mojego jedynego miejsca w kt贸re zawsze wraca艂em w chwilach smutku. Mojego ukochanego, niewielkiego parku. Zapomnianego chyba przez ludzi odk膮d obok otwarli nowe centrum handlowe. Teraz tam wszyscy sp臋dzali czas w ha艂asie maszyn do gry, ludzkim gwarze, kupuj膮c, bawi膮c si臋, jedz膮c. Ja zawsze wola艂em cisz臋 i spok贸j. Usiad艂em na trawie i opar艂em g艂ow臋 o drzewo. By艂em ca艂y roztrz臋siony, ale o dziwo nie p艂aka艂em. Nie b臋d臋 przez tego chama p艂aka艂, co to to nie. Nie przez niego. Przez moment jednak 偶a艂owa艂em tego kim jestem. Dlaczego nie jestem normalnym ch艂opakiem kochaj膮cym dziewczyny? Co ja zrobi艂em, 偶e urodzi艂em si臋 taki? Czym sobie sobie zas艂u偶y艂em na odrzucenie? Wszystko by艂o by 艂atwiejsze gdybym nie by艂 gejem. Mo偶e gdybym spr贸bowa艂 z dziewczyn膮... O czym ja my艣l臋, nie ci膮gn臋艂o mnie do nich. My艣l o poca艂unku odrzuca艂a mnie. Jak m贸g艂bym si臋 z jak膮艣 kocha膰, my艣l膮c w tym czasie o facecie. Nie mog艂em 偶adnej skrzywdzi膰. Mog艂y by膰 kole偶ankami, ale nikim wi臋cej. Westchn膮艂em g艂臋boko. Zmru偶y艂em oczy. Wiem kim jestem i czego chc臋, ale wci膮偶 powraca to pytanie do mnie. Dlaczego jestem inny? I odpowied藕 znalaz艂em bardzo szybko. Nie m贸g艂 bym wtedy by膰 z nim. Nie m贸g艂 bym zatapia膰 si臋 wtedy w g艂臋bi tych czarnych oczu, kt贸re teraz z czu艂o艣ci膮 patrzy艂y na mnie. Zaraz, patrzy艂y na mnie? Otworzy艂em oczy szerzej.
- Artur. Co tu robisz?
- Wiedzia艂em, 偶e tu b臋dziesz – usiad艂 obok mnie – twoja mama zadzwoni艂a do mnie i powiedzia艂a co si臋 sta艂o, wi臋c zerwa艂em si臋 z treningu i postanowi艂em ci臋 odnale藕膰.
- Jak to zerwa艂e艣 si臋? – spojrza艂em na niego – b臋dziesz mia艂 k艂opoty.
- Trener jest spoko kolesiem, tak偶e pozwoli艂 mi si臋 zerwa膰. Nie m贸g艂 bym skupi膰 si臋 na grze my艣l膮c co si臋 z tob膮 dzieje. Chod藕 p贸jdziemy do domu.
- Nie mam domu – wsta艂em.
- Masz. - m贸j ch艂opak stan膮艂 obok mnie – Mam pewien pomys艂, ale o tym musz臋 porozmawia膰 ze swoim ojcem. Chod藕.
Spacerkiem ruszyli艣my w stron臋 parkingu na kt贸rym zostawi艂 swoje auto.
- Jaki masz plan?
- Chc臋, aby m贸j ojciec spotka艂 si臋 z twoim i z nim porozmawia艂. Wyt艂umaczy艂, 偶e mie膰 syna geja to nic z艂ego. No i takie tam. Pogada膰 szczerze jak facet z facetem. On wie jak rozmawia膰 z takimi lud藕mi jak tw贸j tata.
- Nie uda si臋.
- Ojciec ci臋 kocha, ale potrzebuje wsparcia i poczucia, 偶e sam nie zostanie odrzucony przez ludzi. My艣l臋, 偶e m贸j ojciec wyt艂umaczy mu pewne sprawy. Uwierz on bywa bardzo przekonuj膮cy.
Kiedy byli艣my ju偶 w domu Artura, wzi膮艂em prysznic i ubra艂em si臋 w ubranie mojego ch艂opaka. On w tym czasie rozmawia艂 ze swoim ojcem. Uczesa艂em w艂osy i wyszed艂em z 艂azienki. Usiad艂em na parapecie. Przez okno widzia艂em m贸j dom, kt贸ry tak kocha艂em. Bardzo chcia艂em tam wr贸ci膰. Drzwi si臋 otworzy艂y i do pokoju wszed艂 u艣miechni臋ty Artur.
- Za艂atwione w tej chwili m贸j tata umawia si臋 na pogaw臋dk臋 z twoim.
Zeskoczy艂em z parapetu i uwiesi艂em si臋 na szyi ch艂opaka.
- Ciesz臋 si臋, 偶e mam ciebie – wpi艂em mu si臋 nami臋tnie w usta, a po chwili mocno w niego wtuli艂em.
Oczekiwanie na wynik rozmowy naszych ojc贸w trwa艂o kilka godzin. Obaj pojechali na ryby, aby w spokoju porozmawia膰. Czas d艂u偶y艂 si臋 nie mi艂osiernie. Siedzia艂em w kuchni z Arturem i jego mam膮. Milcza艂em, oni te偶. Wszyscy my艣lami byli艣my przy wyniku spotkania. Na dworze panowa艂 mrok, kiedy pod dom podjecha艂 samoch贸d. Zdenerwowanie wzros艂o, kiedy kuchennymi drzwiami do domu wszed艂 pan Drawski.
- I tato jak posz艂o?
- A jak mia艂o p贸j艣膰?! – krzykn膮艂em – nie ma go tu. Wiedzia艂em, 偶e nie da si臋 przekona膰 do czego艣 co odrzuca.
- Piotr spokojnie – ojciec Artura opar艂 si臋 o szafk臋 – tw贸j ojciec mnie wys艂ucha艂 nad wyraz spokojnie. Przyznam, 偶e nie spodziewa艂em si臋 tego. My艣l臋, 偶e nie jest tak 藕le jak s膮dzisz. Chyba co艣 do niego dotar艂o, ale potrzebuje jeszcze czasu na pouk艂adanie sobie wszystkiego.
- Jak d艂ugo to potrwa, dzie艅, miesi膮c?
- By膰 mo偶e nie tak d艂ugo jak s膮dzisz. - podszed艂 do mnie i po艂o偶y艂 r臋k臋 na moim ramieniu – nie martw si臋 b臋dzie dobrze.
- B臋dzie dobrze, oby, chc臋 偶y膰 w spokoju – wtuli艂em si臋 mocniej w Artura. Le偶eli艣my w jego 艂贸偶ku, przykryci ko艂dr膮. Brunet g艂aska艂 mnie po plecach. - Czemu nic nie m贸wisz?
- My艣l臋 o nas. Chcia艂bym by膰 zawsze z tob膮 skarbie.
- Wiesz, dzi艣 w parku nasz艂y mnie g艂upie my艣li i zacz膮艂em 偶a艂owa膰 tego, 偶e jestem gejem. Jednak w momencie, kiedy ty si臋 pojawi艂e艣 g艂upie pytania znikn臋艂y i pozosta艂a tylko 艣wiadomo艣膰 tego jak bardzo ci臋 kocham i 偶e by膰 innym to nic z艂ego. Ciesz臋 si臋 z tego jaki jestem, bo mog臋 by膰 teraz z tob膮. I chc臋 by膰 z tob膮. - podnios艂em g艂ow臋 i popatrzy艂em na niego - To mo偶e g艂upie, ale chcia艂bym si臋 z tob膮 zestarze膰.
- To romantyczne, kochanie.
U艣miechn膮艂em si臋 i ponownie wtuli艂em w niego. Zasn膮艂em z nadziej膮 na lepsze jutro.
Po sko艅czonym 艣niadaniu Artur i ja usiedli艣my na kanapie.
- To co chcesz ogl膮da膰? - zapyta艂 Artur, kt贸ry w r臋ku trzyma艂 kilka p艂yt z filmami – Mo偶e co艣 z klasyki – us艂yszeli艣my dzwonek do drzwi – a mo偶e jaki艣 horror, 偶eby艣 si臋 do mnie tuli艂 ze strachu.
- Tuli膰 to ja si臋 mog臋 i bez tego – to m贸wi膮c usiad艂em mu na kolanach i go obj膮艂em.
Ciche kaszlni臋cie zwr贸ci艂o nasz膮 uwag臋 i popatrzyli艣my w stron臋 drzwi. Sta艂 w nich we w艂asnej osobie m贸j...
- Tata? - widz膮c jak bardzo jest skr臋powany naszym widokiem wsta艂em z kolan bruneta.
- Pos艂uchaj synu... Kilka godzin to za ma艂o, abym wszystko zrozumia艂, ale dotar艂o do mnie jak si臋 zachowa艂em. To co wczoraj rano powiedzia艂e艣 i potem zrobi艂 to Andrzej... Cholera nie chc臋 ci臋 straci膰 synu. Przestraszam za moje g贸wniarskie zachowanie. Jestem g艂upi, ale postaram si臋 walczy膰 z moj膮 gorsz膮 natur膮. 呕a艂uj臋 wszystkiego co powiedzia艂em. Prosz臋 wr贸膰 do domu.
- Tato ja ciebie nie nienawidz臋.
- Wiem synu. - podszed艂 do mnie i mnie obj膮艂. Ojciec, kt贸ry nigdy nie okazywa艂 swoich uczu膰, obj膮艂 mnie.
- Chod藕my ju偶 do domu, tato – popatrzy艂em na niego potem na Artura, kt贸ry si臋 u艣miecha艂.
- Id藕. Film obejrzymy innym razem. Jak b臋dziemy mogli.
M贸j tata podszed艂 do niego i poda艂 mu r臋k臋. Brunet wsta艂 i z lekkim wahaniem j膮 u艣cisn膮艂.
- Wpadaj, do nas kiedy chcesz. Chc臋, aby m贸j syn by艂 szcz臋艣liwy.
O tak to zbyt pi臋kne, aby mog艂o by膰 prawdziwe? Sam w to ledwo uwierzy艂em, ale jednak to prawda. M贸j tata nie ma nic przeciw temu, aby Artur mnie odwiedza艂. Kilka godzin, rozm贸w tak zmieni艂o mego ojca? Hm. Gdyby by艂 taki okrutny jak my艣la艂em nie zmieni艂 by swego post臋powania. Jednak na moj膮 korzy艣膰 by艂 dobrym cz艂owiekiem, tylko pe艂nym strachu i obaw. Wr贸cili艣my do domu. Kolejne trudne dni mia艂em za sob膮.
|
|
Komentarze |
Dodaj komentarz |
|
Zaloguj si, 縠by m骳 dodawa komentarze.
|
Oceny |
|
Dodawanie ocen dost阷ne tylko dla zalogowanych U縴tkownik體.
Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, 縠by m骳 dodawa oceny.
Brak ocen.
|
|
Logowanie |
Nie jeste jeszcze naszym U縴tkownikiem? Kilknij TUTAJ 縠by si zarejestrowa.
Zapomniane has硂? Wy渓emy nowe, kliknij TUTAJ.
|
Nasze projekty | Nasze sta艂e, cykliczne projekty

|
Tu jeste艣my | Bannery do miejsc, w kt贸rych mo偶na nas te偶 znale藕膰

|
Shoutbox | Tylko zalogowani mog dodawa posty w shoutboksie.
Archiwum
|
|