Collonney Garden 3
Dodane przez Aquarius dnia Lipca 04 2011 13:54:12
Minęło parę dni, zanim Peter w końcu po mnie przyszedł. Jego gabinet mieścił się na parterze. Nie różnił się niczym od zwykłych gabinetów psychiatrycznych, w których byłem. Może tylko tym, ze meble i ściany były barwy jasnej zieleni. Usiadłem w fotelu naprzeciw biurka, za którym siedział Peter.
- No, może zacznę od standardowego pytania. Jak się tutaj czujesz?
Spojrzałem w jego oczy. Wziąłem głęboki wdech i wygodnie rozsiadłem się w fotelu.
- Nie podoba mi się to miejsce.
- Dlaczego?- spytał spokojnie.
Nie odpowiedziałem.
- Czyżby chodziło o Iana?
- Niby o kogo?- spytałem, spuszczając wzrok, czego nie robie często.
- Tego chłopaka, który Cię niedawno zaatakował.
Na wspomnienie Iana i jego oczu zadrżałem.
- To.. to było coś takiego…? Dziwne, bo nawet nie pamiętam. -udałem zamyślenie.- Zresztą nie ważne, bo to nie o to chodzi. Po prostu nie podoba mi się to miejsce i chcę się wypisać.
- Dobrze wiesz, że nie możesz tego zrobić. Póki nie jesteś pełnoletni, nie wyjdziesz stąd na własne życzenie. Nawet, jak już będziesz prawnie dorosły, to i tak nie będzie miało znaczenia. Ty i Twoi rodzice podpisaliście dokumenty i dopóki nie uznam, że jesteś zdrowy, nie wyjdziesz stąd.
- Wyjdę. Uważam się za okaz zdrowia…
- … co podcina sobie bez powodu żyły…- przerwał mi, przyglądając mi się uważnie.
Ze złości zagryzłem dolną wargę.
- Zatem, wróćmy do tematu naszej rozmowy. Naprawdę nie pamiętasz, jak Ian cię zaatakował? - przytaknąłem, ale nadal nie spojrzałem mu w twarz.- To czemu tak zareagowałeś, gdy o nim wspomniałem?
- Niby jak zareagowałem?- żachnąłem się.
- Wyglądałeś jakbyś się czegoś bał.- odpowiedział spokojnie
- Gówno prawda.
- Nie kłam, bo nie potrafisz.- spojrzałem na niego spod byka, a on uśmiechał się do mnie. Wyprostowałem się i spojrzałem mu w twarz.
- O co mu chodziło?- spytałem
- Ianowi? - jego uśmiech trochę zrzedł.
Przytaknąłem.
- Nie przejmuj się. Był na prochach.
- Naćpał się?
- Tak. Ma z tym mały problem. Dwa tygodnie temu dostał przepustkę na miesiąc, ale nie skorzystał z niej jak należy, więc musiał wrócić. Był zły z tego powodu.
- To o co chodziło mu z tym Jimmy'm?
Uśmiech z twarzy Petera zniknął, zastąpiony bladością.
- Mówił o Jimmy'm?
- Tak. Kim jest ten Jimmy?
- Pewnie jakiś kumpel, który załatwiał mu prochy. Nie wiedział, co mówi. Nie przejmuj się tym.
- Ale…
- Nie bój się Iana. - przerwał mi, a gdy otworzyłem usta, dodał- Był agresywny, bo się po prostu naćpał.- widząc moją minę znów się uśmiechnął. Tylko ten uśmiech wydał mi się jakiś blady i przekłamany.- Na dziś może skończymy, co?
- Już?- zdziwiłem się.
- Tak. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia, a zaraz będą wydawane leki. Nie możesz tego sobie odpuścić.
Spojrzałem na niego, nic nie mówiąc i wstałem. Pod gabinetem czekał na mnie sanitariusz, który odprowadził mnie na moje piętro. Udałem się do swojego pokoju i wyjąłem mój dziennik. Na początku czułem się trochę, jak jakaś wrażliwa panienka, gdy zacząłem go pisać, ale teraz już mi to nie przeszkadzało. Zapisałem w nim parę słów. Podkreśliłem kilka razy moje spostrzeżenie: Peter dziwnie się dziś zachowywał, a gdy wypowiedziałem imię "Jimmy" wyglądał, jakby miał zemdleć.
Poszedłem do holu i rozejrzałem się po nim. Każdy był zajęty swoimi sprawami. Podszedłem więc do Michaela, który siedział na sofie, czytając książkę i usiadłem obok niego. Uniósł głowę i uśmiechnął się do mnie.
- Hej.- przywitałem się.
- Cześć! - odpowiedział.
Patrzyliśmy na siebie w ciszy. Nie lubiłem rozmawiać z obcymi, ale teraz akurat miałem na to ochotę. Tylko od czego by tu zacząć?, zastanowiłem się.
- Cris, lubisz czytać ksiązki?- spytał, ratując mnie przed wyborem tematu.
- Tak. Szczególnie fantastykę… A co to?- wskazałem na książkę, którą trzymał w rękach.
- Alicja w krainie czarów. - uśmiechnął się radośnie.- Czytałeś?
Spojrzałem na niego. Z tego co się orientowałem, Michael miał już 20 lat. Owszem, czytałem "Alicję w krainie czarów", ale miałem wtedy 7 lub 8 lat.
- Tak. Czytałem… sympatyczna książka…- starałem się uśmiechnąć.
- Prawda?! Uważam, ze jest genialna!
I chyba przez godzinę słuchałem, jakie są jego ulubione momenty w tej książce. Kiedy koło nas przeszedł Ben, przysunąłem się do Michaela i spytałem szeptem.
- Dlaczego Ben tu jest?
- Jak był mały, to dostał kotka. Ale mama kazała mu go wyrzuć, bo był uczulony na jego futerko.- odparł.
- I co się stało?
- Ben wziął benzynę i oblał wszystkie miejsca, gdzie miał wysypkę…potem je podpalił.
Otworzyłem szeroko oczy. Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Spojrzałem na Bena. Rzeczywiście jego blizny nie wyglądały jakby były po ranach ciętych. Zastanawiałem się, co mam powiedzieć.
- Hejo wszystkim!- usłyszałem wesołe przywitanie i przeszły mnie ciarki. Ian wyszedł z izolatki. Wskoczył na sofę, na której siedział otyły, opóźniony w rozwoju, Marshall i przybił mu piątkę.- Co się tu działo, jak mnie nie było?- wyszczerzył się.
Natychmiast odwróciłem wzrok. Nie chciałem, żeby nasze oczy przez przypadek się spotkały. Dostałem gęsiej skorki, na całym ciele. Spojrzałem na Michaela, był jakiś niemrawy. Ian wstał i zaczął chodzić po całym holu, co chwile do kogoś zagadując. W końcu zniknął z korytarza, a ja szeptem ponownie zagadałem do Michaela.
- Możesz mi coś powiedzieć…?
- Co?
- Kim jest "Jimmy"?
Michael spuścił głowę.
- Przyjacielem Iana… Mieszkał w tym pokoju, co ty... Kiedy Ian wyszedł powiesił się na własnym pasku od spodni.
Otworzyłem szeroko oczy i patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Peter przecież mówił, ze nikt od dawna nie mieszkał w moim pokoju… ale znowu tłumaczyłoby to wściekłość Iana i konfiskatę mojego paska przez Petera.
Chciałem go jeszcze zapytać o tego Jimmy'ego, ale wrócił Ian. Usiadł na sofie naprzeciw mnie i począł mi się przyglądać. Nie podobało mi się to. Ani trochę.
- Ian Sanders.- Podeszła do niego pielęgniarka i podała proszki. Wziął je do ust.- Pokaż język.- rozkazała. Ian wywalił język, uśmiechając się przy tym. Potem podeszła do Michaela i do mnie. Wziąłem tabletki do ust i odruchowo zerknąłem w stronę Iana, który cały czas mi się przyglądał. Wskazał palcem swoje usta i pokazał mi język, na którym znajdowały się tabletki. Wyjął je, zawinął w chusteczkę i schował ją do kieszeni. Spojrzałem na plecy pielęgniarki i zrobiłem to samo. Ian uśmiechnął się do mnie i rozłożył się wygodnie na sofie.